Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 6


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > NFA jako Watchdog > PRL-bis w archeologii, czyli słów kilka o skutkach reglamentacji w archeologii.

Sebastian Tyszczuk

PRL-bis w archeologii, czyli słów kilka o skutkach reglamentacji w archeologii.

Do napisania tego tekstu sprowokowały mnie niedawne wydarzenia w środowisku archeologicznym wywołane przez ujawnienie przez Gazetę Wyborczą (tekst) nieprawidłowości w przeprowadzaniu przetargów na ratownicze badania archeologiczne pod duże inwestycje liniowe prowadzone przez Ośrodek Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego – instytucję podległa pod Ministerstwo Kultury. Ostatecznym przyczynkiem stał się zaś list zdyskredytowanej publikacją GW Rady Naukowej OODA stanowiący odpowiedź na postawione zarzuty, list ten zamieszczony został na łamach Gazety Wyborczej oraz na stornie internetowej (Instytutu Archeologii i Etnologii PAN) i stanowi próbę obrony oskarżonej o korupcję oraz tworzenie nieprzejrzystego i korupcjogennego systemu prowadzenia przetargów OODA

Archeologia chyba jako jedyna nauka oraz jako jedyna grupa zawodowa, mimo przemian ustrojowych roku 1989r, zachowała większość elementów struktury działania, a także prawnej organizacji rodem z PRL. Odważyłbym się nawet stwierdzić, że stworzono swoisty model funkcjonowania, który można by określić jako PRL-bis.

Poniżej postaram się opisać stworzony model funkcjonowania tej dziedziny życia i nauki w społeczeństwie. Tak się dziwnie stało, co zresztą Rada Naukowa OODA wyraźnie uważa za swoją zasługę, że ratownicze badania archeologiczne, realizowane w ramach komercyjnych badań ratowniczych pod duże inwestycje liniowe zmonopolizowane zostały przez państwowe oraz quasi państwowe instytucje naukowe, często silnie personalnie powiązane z osobami zasiadającymi w Radzie Naukowej OODA – przykładem może być Instytut Antropologii i Archeologii Wyższej Szkoły Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Jednostka ta powstała w roku 1994 (do dziś nie posiada uprawnień w zakresie prowadzenia studiów magisterskich na kierunku archeologia), jej dyrektorem od samego początku był Prof. dr hab. Jerzy Gąssowski jeden z członków rady naukowej OODA. Instytut Antropologii i Archeologii mimo nie realizowania programu studiów magisterskich z powodzeniem jednak realizuje komercyjne badania autostradowe zarówno na trasie autostrady A-1 jak i A-2.

Podobnych powiązanych personalnie z radą instytucji archeologicznych można wymienić więcej, zresztą autorzy listu w jego treści dość szczegółowo wszystkie najważniejsze wymieniają.

Niestety archeologia reprezentowana przez prywatne firmy archeologiczne została przez środowiska akademickie z góry uznana za merytorycznie niezdolną do kompleksowej realizacji badań ratowniczych. Stworzono układ badań opartych wyłącznie na strukturach instytucjonalnych (instytuty PAN, państwowe i prywatne ośrodki akademickie, wybrane muzea archeologiczne oraz fundacje i stowarzyszenia powiązane z uczelniami). Możliwość powstania komercyjnego rynku badań opartego na konkurencji wszystkich podmiotów uznano i jak wynika z treści listu nadal uznaje się za proces niebezpieczny i niepożądany dla środowiska archeologów zaangażowanych w ratownicze badania autostradowe.

Za zło największe okrzyknięto powstające prywatne firmy archeologiczne, proces ten określony został jako niepokojące objawy komercjalizacji archeologii – w mniemaniu odwołanej Rady Naukowej OODA stanowi to zagrożenie dla procesu badawczego. Firmy prywatne, od samego początku przemian roku 1989, traktowane były przez środowiska akademickie za bękartów archeologii, których należy ze wszech sił tępić – jak chwasty wyrosłe na fali przemiany ustrojowej..

Prywatna „nieakademicka” archeologia tępiona jest przede wszystkim prawnie i legislacyjne. Uznano ją, jak to pisze Rada Naukowa OODA w liście do GW, za zagrożenie dla poważnych instytucji naukowych. Prywatne firmy uznano także za katastrofę dla dziedzictwa kulturowego Polski. Argumentem ku temu miałoby być niejako ich słabe przygotowanie merytoryczne do prowadzenia badań.

Można zapytać zatem gdzie tkwi prawda?

Czy prawdą jest mizerne przygotowanie prywatnych firm archeologicznych do realizacji tak dużych badań ratowniczych jak np. autostradowe badania archeologiczne?

Czy prawdą jest, że po 17 latach od przemiany ustrojowej nie mamy w Polsce prywatnych firm archeologicznych mogących podołać takiemu zadaniu?

A może prywatne firmy działające w dziedzinie konserwatorskiej ochrony zabytków architektury oraz dzieł sztuki także stanowią zagrożenie dla dziedzictwa kulturowego?

Może tym także powinniśmy zakazać realizacji zadań z zakresu renowacji, restauracji oraz rewitalizacji zabytków?

Bowiem jeśli firmy konserwatorskie nie stanowią zagrożenia dla dziedzictwa kulturowego, to czemu zagrożenie takie stanowić mają prywatne firmy archeologiczne?

Odpowiedź jest prosta, bowiem od roku 1998 nadal funkcjonuje PRLowski model podziału rynku badań archeologicznych, a prywatna przedsiębiorczość oraz konkurencja na rynku ratowniczych badań archeologicznych jest celowo i świadomie niszczona przez nazwijmy to “grupę trzymającą władzę”. Pozbawienie prywatnych firm archeologicznych możliwości realizacji lukratywnych inwestycji ratowniczych, ograniczyło ich pole działania do mało płatnych chałtur, kilkutygodniowych badań ratowniczych pod inwestycje typu domek jednorodzinny.

 Dodatkowo stworzono specyficzne mechanizmy uniemożliwiające rozwój takim prywatnym podmiotom. Pierwszą podstawową barierą jest rentowność tego typu małopowierzchniowych badań archeologicznych, a właściwie jej brak. „Stara” Rada Naukowa OODA argumentuje konieczność wykluczenia prywatnych firm archeologicznych z rynku badań autostradowych ich merytorycznie niskim poziomem badań. Nie wspomina jednak, że celowo i świadomie od przeszło 17 lat sama ten stan utrzymuje.

Obecnie koszt małopowierzchniowych badań archeologicznych to mniej więcej ok. 3000 zł netto za ar powierzchni. To bardzo niewiele, po odjęciu kosztów utrzymania zaplecza badawczego oraz zatrudnienia, firmy archeologiczne ledwo zarabiają na własne utrzymanie. O jakimkolwiek rozwoju oraz inwestycji w zaplecze być mowy tu nie może.

Cud się stał, że w ogóle pojawiły się na naszym rynku jakiekolwiek firmy, które postanowiły realizować większe badania ratownicze – próba podjęcia przez te firmy walki z funkcjonującym systemem reglamentacji w archeologii zaowocowała ujawnieniem „archeologicznej afery autostradowej”. Oczywiście rentowność oraz rozwój zaplecza, o czym była Rada Naukowa OODA nie zamierzała zapewne nawet wspominać, wynika wprost z tragicznie niskich wymogów dokumentacyjnych i badawczych niezmiennych od dziesięcioleci. Gdyby Rada OODA naprawdę była zainteresowana poziomem merytorycznym badań archeologicznych to czy nie powinna była już dawno te przestarzałe i przedpotopowe zasady dokumentacji zmienić (obecnym standardem dokumentacji jest rysunek odręczny wykonywany kredkami), w końcu stanowiła ciało powołane bezpośrednio przy Ministerstwie Kultury odpowiedzialne za kształtowanie prawa w dziedzinie archeologii? Powinna, ale wtedy wszystkie instytucje archeologiczne musiałaby konkurować z prywatnymi firmami nie tylko ceną, terminem realizacji badań oraz organizacją pracy, ale także, a może przede wszystkim, zapleczem badawczym oraz poziomem badań.

Wydaje się, że dla środowiska akademickiego nowoczesność technik dokumentacji oraz interdyscyplinarność procesu wykopaliskowego jest obok urynkowienia badań jednym z głównych zagrożeń dla funkcjonowania - „Zagrożeniem dla dziedzictwa kulturowego”. Unowocześnienie warsztatu pracy oznaczałoby oczywisty wzrost kosztów badań, a to zaś mogłoby skutkować wzrostem rentowności małopowierzchniowych ratowniczych badań archeologicznych.

Rentowne badania archeologiczne, realizowane przez inwestujące w zaplecze oraz nowoczesne rozwiązania dokumentacyjne prywatne firmy, stanowiłyby oczywiste zagrożenie dla funkcjonowania rozdzielczego sytemu PRL-bis. W sytuacji tej wydaje się, iż zacofanie archeologii prywatnej (nie ma archeologii komercyjnej i nie komercyjnej - każde bowiem badania archeologiczne są finansowane z jakiegoś źródła) jest utrzymywane przez środowisko zawodowe świadomie. Sugerowanie, jakoby uczestnictwo prywatnych firm archeologicznych w rynku badań archeologicznych na zasadach konkurencji stanowiło zagrożenie dla dziedzictwa kulturowego, jest niedopuszczalne.

Jest dokładnie na odwrót, obecne organizacyjne oraz metodologiczne zacofanie archeologii jako nauki wynika wprost ze stosowanej niezgodnej z Konstytucją RP reglamentacji usług ratowniczych badań archeologicznych, braku konkurencji ukierunkowanej na realizację nowoczesnego programu badawczego.

Według opinii Rady Naukowej OODA publiczne “akademickie” instytucje archeologiczne stanowią gwarancję wysokiego poziomu prowadzonych badań, co ma tłumaczyć ich uprzywilejowaną pozycję w przetargach na ratownicze badania archeologiczne, warto jednak w tym miejscu Panom przypomnieć, że kontrola poziomu badań nie stanowi zadaniem tych instytucji. Taką gwarancję wysokiego poziomu prac powinny zapewnić służby ochrony zabytków, szczególnie zaś biuro Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (WKZ) – nadzór, kontrola oraz określanie warunków prowadzenia prac archeologicznych to ustawowe zadanie tej instytucji.

To WKZ winien czuwać nad odpowiednio wysokim poziomem badań, bez względu na to, jaka instytucja te badania realizuje. Skoro WKZ sobie z tym nie radzi (bowiem jak inaczej można tłumaczyć podkreślaną przez radę OODA konieczność selektywnego wyboru wykonawców badań autostradowych?), to najwyraźniej biura WKZ wymagają pomocy w postaci dodatkowych środków i etatów. Rada Naukowa OODA jednak ani razu nie wspomniała w liście o potrzebie wsparcia dla struktur WKZ. Gdyby jednak takie wzmocnienie terenowych struktur WKZ nastąpiło, to czy czasem argument o wyższości naukowego poziomu badań instytucji naukowych nad firmami prywatnymi nie straciłby sensu? Członkowie Rady Naukowej OODA raczyli zapomnieć o tym, że kontrola poziomu prac archeologicznych nie stanowi ani zadania OODA ani jej Rady Naukowej, ani także państwowych instytucji archeologicznych uczestniczących w rynku komercyjnych ratowniczych badań archeologicznych, funkcję tę spełnia nadzór badań archeologicznych WKZ.

Tak na marginesie, dobrze by się stało, aby środki pochodzące z planowanej obecnie przez Ministerstwo Kultury likwidacji OODA przekazane zostały właśnie na potrzeby działań WKZ w celu zwiększenia efektywności nadzoru prowadzonych prac archeologicznych. To właśnie niskie wymagania konserwatorskie w zakresie badań i dokumentacji stanowią największą przeszkodę w rozwoju prywatnej archeologii, zacofanie archeologii i wynikająca z tego niska rentowność realizowanych usług uniemożliwia prywatnym podmiotom inwestowanie w nowoczesne zaplecze badawcze.

Jaki jest bowiem sens inwestować np. w nowoczesne systemy pomiaru i dokumentacji optoelektronicznej, skoro amortyzacja poniesionych kosztów oznaczać będzie wyższy koszt badań? Nowoczesna firma archeologiczna w obecnych realiach nie uzyska żadnego zlecenia, zdobędzie je albo archeolog z dwoma szpadlami i łopatką oraz zestawem kredek, archeolog niezainteresowany inwestowaniem w zaplecze, wszak on także wykona dokumentacje zgodnie z obowiązującym prawem oraz obowiązującymi wytycznymi WKZ. Ewentualnie, w przypadku badań bardziej lukratywnych, zlecenie takie zdobędzie państwowa instytucja naukowa, dysponującą darmową siłą roboczą w postaci studentów zaliczających praktyki studenckie (obecnie do praktyk takich przymuszani są nawet „studenci roku 0” ).

Wbrew opinii Rady Naukowej OODA nikt bardziej nie jest zainteresowaniem podnoszeniem poziomu badań oraz unowocześnianiem warsztatu pracy w archeologii, jak właśnie prywatne firmy archeologiczne, nastawione na realizację dużych i tym samym opłacalnych, pozwalających na dalszy rozwój, badań naukowych. Stan permanentnego zacofania jest utrzymywany z pełną świadomością. Dodatkowe zablokowanie prywatnym firmom dostępu do badań autostradowych nie pozostawia złudzeń. Nie chodzi w tym wszystkim o poziom badań naukowych, do czego próbuje przekonywać “Stara” Rada Naukowa OODA, lecz o podział rynku badań autostradowych pomiędzy zaufane instytucje. Polska archeologia jest od 17 lat niszczona.

Rozwój, innowacyjność, dobra organizacja, wysoki poziom prac, to podstawy działalności dobrej firmy, tak jest w każdej dziedzinie życia gospodarki rynkowej. Niestety w archeologii stworzono system PRL-bis oparty na reglamentacji badań, zaś wymienione cechy dobrej firmy stanowią widoczne zagrożenie dla skostniałych struktur instytucji archeologicznych.

Archeolodzy ukrywają warsztat swojej pracy za wysokimi płotami, bowiem ocena powszechnie stosowanych technik dokumentacji archeologicznej poddana ocenie specjalistów innych dziedzin np. architektury, geodezji czy geologii niewątpliwie przyprawiłaby te osoby o uśmiech politowania.

Czas w polskiej archeologii zatrzymał się na latach 60-tych ubiegłego wieku, mimo to kadra naukowa nie traci rezonu, tkwiąc w przeświadczeniu wielkości polskiej archeologii na tle światowym, nieustannie upatrując wielkość tej nauki w wielkich odkryciach oraz sensacyjnych teoriach naukowych, nie zaś w realizowanej metodyce badań.

Tępienie prywatnych firm na drodze ograniczenia dostępu do rynku badań archeologicznych oraz utrzymywanie metodologicznego zacofania całej nauki to nie jedyny objaw PRL-bis w archeologii. Specyficznym syndromem systemu PRL-bis są także działania ukierunkowane na ograniczenie konkurencyjności na rynku badań archeologicznych poprzez utrudnienie startu zawodowego młodym absolwentom archeologii, narzędziem do tego stały się przepisy o ewidentnych znamionach korporacyjnych ograniczeń dostępu do zawodu młodych absolwentów studiów na kierunku archeologia wprowadzone pod koniec lat 90 potwierdzone późniejszym rozporządzeniem Ministra Kultury.

Chodzi mianowicie o Rozporządzenie Ministra Kultury z dnia z 9 czerwca 2004, rozporządzenie to uzależnia prawo wykonywania zawodu od obowiązku uzyskania tytułu magistra, co jest oczywiste oraz od przepracowania po uzyskaniu tytułu magistra 12 miesięcy terenowych badań archeologicznych. I w tym miejscu zaczynają się dla młodego człowieka schody. Bo oto okazuje się, że to czy absolwent archeologii faktycznie zostanie archeologiem nie zależy w cale od średniej oceny uzyskanej w czasie 5 lat studiów ani wyniku egzaminu magisterskiego, tylko od tego czy wystarczy mu wytrwałości, a niekiedy szczęścia, aby w miarę krótkim czasie uzyskać te wymagane 12 miesięcy wykopaliskowej praktyki zawodowej (realizowanej wyłącznie na terenie Polski). Oczywiście zastosowano w tym miejscu podobne zapisy jak np. w przypadku architektów, inżynierów, lekarzy czy prawników.

Podobne, ale tylko z pozoru, albowiem specyfika wykopaliskowych badań archeologicznych jest szczególna, tak jak szczególna jest specyfika zawodu archeologa. Większość badań archeologicznych realizowanych jest w naszym kraju w systemie prac sezonowych, w ciepłym okresie roku, zatem faktycznie w ciągu roku kalendarzowego badania archeologiczne kumulują się w okresie od początku czerwca do końca września. Średni okres realizacji małopowierzchniowych badań archeologicznych to ok. 3 tygodni.

W sytuacji tej mgr archeologii w ciągu 1 sezonu badawczego zmuszony jest do pracy na różnych stanowiskach, często u różnych pracodawców, w różnych niejednokrotnie oddalonych od miejsca zamieszkania rejonach kraju lub regionu. Zatrudniony jest przy tym wyłącznie na czas prowadzonych badań za mniej więcej 1200-2000 zł. Dla osoby ambitnej z wyższym wykształceniem taka pięcioletnia perspektywa braku stabilizacji życiowej jest mało atrakcyjna, w rezultacie w pierwszej kolejności z zawodu archeologa rezygnują osoby najzdolniejsze.

Praktyka taka nie gwarantuje utrzymania ewentualnej rodziny ani nie daje stałego zatrudnienia. Argument, który zastosowało Ministerstwo Kultury (opowiedz wyszła z OODA) jakoby praktyka ta była niezbędna w celu utrzymania wysokiego poziomu merytorycznego przyszłych adeptów archeologii, wobec braku ze strony środowiska naukowego zainteresowania rozwojem metodologii, wydaje się obłudna.

Doskonale zresztą ten problem prezentuje list absolwentów archeologii, jaki został złożony w ich imieniu do Ministra Kultury przez Parlament Studentów Rzeczpospolitej Polskiej, a także treść skargi studentów oraz absolwentów archeologii do Rzecznika Praw Obywatelskich. skarga- treść skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich. List Studentów do Ministra Kultury. list tekst Potrzeba było interpelacji w sejmie, aby taką odpowiedź nastąpiła. interpelacja Odpowiedz Ministra odpowiedź Odpowiedź Studentów (pozostała już bez odpowiedzi). list

Warte podkreślenia jest przy tym to, że studenci i absolwenci archeologii protestując, nie kwestionowali obowiązku realizacji 12 miesięcy praktyk wykopaliskowych, pragnęli jedynie, aby w poczet tej praktyki zaliczyć praktykę zawodową realizowaną w czasie studiów, bowiem wielu studentów, oprócz wymaganych programem studiów 3 miesięcy praktyk wykopaliskowych, zatrudnia się dodatkowo w czasie wakacji przy realizacji komercyjnych badań archeologicznych. Rozporządzenie to w żaden sposób nie określa zakresu obowiązków praktykanta, osoba taka może z równym powodzeniem zajmować się wykonywaniem dokumentacji jak i pracą fizyczną, istotne jest jedynie 12-miesięczne uczestnictwo w badaniach archeologicznych.

Dodatkowo studenci argumentują, że dużo wartościowszą praktyką zawodową jest ta realizowana na różnych typach stanowisk archeologicznych, na których badania prowadzone są w oparciu o różnorodne strategie eksploracji (inaczej prowadzi się badania o charakterze miejskich badań ratowniczych w obrębie starego miasta, np. miasta Gdańska a inaczej przygrodowej osadzie wczesnośredniowiecznej, jeszcze zaś inaczej na cmentarzysku kurhanowym).

Według studentów tylko taka zróżnicowana praktyka pozwala na zdobycie wszechstronnej terenowej wiedzy praktycznej – na taką praktykę czas jest wyłącznie w okresie studiów, zdobycie 12 miesięcy praktyk zawodowych w czasie badań autostradowych takiej różnorodności nie gwarantuje, szczególnie, gdy głównym zadaniem jest wyłączne machanie łopatą. Jako ciekawostkę mogę podać, że znane mi są osoby, które pomimo obronionej w dziedzinie archeologii pracy doktorskiej, nie posiadają terenowych uprawnień zawodowych. Jak widać niekiedy łatwiej znaleźć czas na napisanie i obronienie pracy doktorskiej niż na realizacji obowiązku 12 miesięcy badań wykopaliskowych „po magistrze”.

Wspomniane badania autostradowe stanowią obecnie właściwie jedyny rodzaj badań archeologicznych prowadzonych w naszym kraju w systemie badań całorocznych (nie mniej trudno wyobrazić sobie ręczną eksplorację ziemi, w czasie zimy takiej jak ta w styczniu 2006 roku) pozwalających na względnie szybkie uzyskanie uprawnień zawodowych, należy jednak pamiętać, że badania autostradowe posiadają silną regionalizację i ich dostępność dla absolwentów jest przez to ograniczona.

Należy także zadać pytanie czy wiązanie możliwości uzyskania uprawnień zawodowych z tempem budowy autostrad w naszym kraju jest aby na pewno słusznym kierunkiem? A co będzie z absolwentami archeologii, gdy program budowy autostrad zostanie już zrealizowany? Sytuacja studentów i absolwentów archeologii zawodowo nie jest najciekawsza, dodatkowym powodem ich frustracji jest powszechne traktowanie studentów przez środowiska akademickie jako darmowej, wykwalifikowanej, siły roboczej.

Studenci archeologii, programem studiów, zobowiązani są do odbycia 3-miesięcznej wykopaliskowej praktyki (praktyka ta, realizowane przed uzyskaniem tytułu magistra, nie jest zaliczana w poczet 12-miesięcznej praktyki zawodowej wymaganej do uzyskania archeologicznych uprawnień zawodowych). W rezultacie powyższego, studenci w ramach tej praktyki, uczestniczą w komercyjnych badaniach archeologicznych prowadzonych przez uczelnie, nie otrzymując przy tym z tego tytułu żadnych gratyfikacji, jednocześnie ponosząc koszty utrzymania.

Obecnie kilka uczelni, w celu zwiększenia dostępnej ilości rąk do pracy, wprowadziło obowiązek realizacji takiej praktyki studenckiej już dla roku „0”. Studenci oczywiście przyjmują tę sytuację jako pewną normę, należy jednak mieć świadomość, że mamy w archeologii często do czynienia z pewnym procesem wyboru instytucji realizującej badania, taka darmowa wykwalifikowana siła robocza stanowi istotny atut przetargowy. Prywatne firmy, ponosząc koszty pracy są w tej sytuacji pozbawione szans na realizację podobnego zlecenia, chodzi zwłaszcza o średniej wielkości badania archeologiczne finansowe ze środków WKZ.

Na domiar złego, powszechne jest wypożyczanie takich studentów „instytucją zaprzyjaźnionym” prowadzącym badania archeologiczne, gdzie studenci pracują “za wpis do indeksu”, taki handel studentami nie tylko żeruje na pracy młodych ludzi, ale także zaniża koszty badań oraz obniża ogólną rentowność badań archeologicznych, tym samym blokuje rozwój prywatnych firm archeologicznych ponoszących koszty pracy, firmy zmuszone są do szukania oszczędności kosztem inwestowania w zaplecze badawcze. Biorąc pod uwagę, że w skali kraju, roczna liczba praktyk studenckich obejmować może od 3 do 4 tys. studentów, winno się pozwolić studentom na realizację praktyki studenckiej także w ramach zatrudnienia w firmach prywatnych (uczelnie obecnie zakazują i nie zaliczają praktyk studenckich odbytych w ramach indywidualnego zatrudnienia w firmach archeologicznych).

Kolejną bolączką studenta oraz absolwenta archeologii są wciąż rosnące limity przyjęć na studia, co roku przyjmowanych jest w naszym kraju na kierunku archeologia blisko 1000 studentów. Wydaje się, że jedynym powodem tak wysokich naborów jest potrzeba zapewnienie pracy rozrośniętej kadrze wykładowców, bo przecież nie zapotrzebowanie, chronionego przepisami korporacyjnymi, rynku zawodowego na młodą kadrę. Niewykluczone, że możliwość pozyskania darmowej siły roboczej też jest tu nie bez znaczenia? A może ośrodki akademickie po prostu wychodzą z założenia, że skoro tak trudno uzyskać po studiach uprawnienia zawodowe i skoro tak wiele osób rezygnuje po studiach z uprawiania tego zawodu, do tego osób najzdolniejszych, to dla dobra nauki, po to, aby archeologia któregoś dnia cała nie znalazła się na emeryturze, potrzebne są tak duże nabory?

Nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć o studiach doktoranckich, dla przykładu osoby, które na takie studia się dostały na największym w Polsce instytucie archeologii UW w okresie ostatnich 3 lat można zliczyć na palcach jednej ręki. Wart w tym miejscu podkreślić, że wszelkie innowacje dotyczące wykorzystywania najnowszych technologii na potrzeby badań i dokumentacji archeologicznej, płyną właśnie od osób młodych, to osoby młode najsilniej przyczyniają się do rozwoju praktycznych rozwiązań metodologicznych we współczesnej archeologii. Trudno się oprzeć wrażeniu, że fakt ten stanowi pośrednią przyczynę piętrzenia młodym ludziom przeszkód na drodze zawodowej.

Niestety proces wdrażanie nowych standardów dokumentacyjnych w archeologii odbierany jest przez dużą część środowiska naukowego jako zagrożenia dla obecnego układu rozdzielnictwa PRL-bis. Wizja, że dokumentacja zabytków oraz prac wykopaliskowych może być prowadzona w inny sposób niż w tradycyjny tj. rysunkowy, budzi grozę. Wydaje się, że środowisko naukowe stara się nie dostrzegać nowoczesnych rozwiązań dokumentacyjnych stosowanych w architekturze, geodezji oraz wzornictwie przemysłowym, rozwiązań, które z powodzeniem od dawna mogłyby być stosowane także na potrzeby dokumentacji oraz badań archeologicznych.

Rozwiązań, które mogłyby się przyczynić nie tylko do rozwoju archeologii jako nauki, ale także do lepszej ochrony konserwatorskiej zabytków archeologicznych oraz urentownienia usług archeologicznych, urentownienie w oparciu o realizację nowoczesnego system badań archeologicznych, prowadzonych w oparciu o nowoczesne standardy dokumentacyjno-badawcze.

W tym miejscu Ministerstwo Kultury oraz osoby zasiadające w radzie naukowej OODA niewątpliwie mają rację, że poziom oraz zaplecze instytucji – nie tylko firm prywatnych – prowadzących badania archeologiczne pozostawia dużo do życzenia. Ale nie jest to winą ani firm prywatnych ani publicznych instytucji archeologicznych, to wina niskich wymagań konserwatorskich, wymagań, które nie skutkują potrzebą inwestowania w zaplecze. Skoro inwestowanie takie nie jest wymagane a nowoczesność zaplecza badawczego równoznaczna jest z ponoszeniem niepotrzebnych z punktu widzenia zdobycia zlecenia nakładami finansowymi, to nie dziwne, że nikt też nie zamierza takich nakładów ponosić. Takie inwestowanie oznaczałyby dla firmy rychłe bankructwo, szczególnie dla firm prywatnych pozbawionych finansowania zewnętrznego, jakie posiadają takie instytucje jak ośrodki PAN, uniwersytety czy też muzea archeologiczne.

Skoro niskie kryteria badań i dokumentacji są powodem braku potrzeby inwestowania w zaplecze techniczne i rozwój zespołów badawczych, można zapytać, czemu takie kryteria są utrzymywane? Czy wysoki poziom badań nie winien leżeć nam na sercu, stanowiąc jednocześnie gwarancję właściwej ochrony dziedzictwa kulturowego?

Przyczyny deprecjacji archeologii.

Głównym problem współczesnej archeologii jest nierówny dostęp do rynku badań archeologicznych – zarówno badań ratowniczych poprzedzających inwestycje budowlane, jak i badań interwencyjnych o charakterze naukowym. Podział na badania komercyjne i nie komercyjne jest podziałem fikcyjnym, każdy rodzaj badań bez względu na rodzaj zleceniodawcy tych badań wiąże się z kosztami badań i realizacją zysku przez firmę lub instytucje realizującą dane prace wykopaliskowe.

Odcięcie prywatnych firm poprzez regulację rynku badań archeologicznych, jakie realizowała OODA, od dużych inwestycji liniowych oraz nierówna konkurencja z instytucjami uniwersyteckimi, instytucjami nie tylko nieponoszącymi kosztów pracy, ale dodatkowo dotowanymi przez Państwo, zablokowało powstanie zdrowego rynku badań archeologicznych, można mówić wręcz o monopolizacji ratowniczych badań archeologicznych przez wybrane instytucje naukowe, co jawnie łamie zapisy Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej w zakresie swobody działalności gospodarczej.

Kolejnym równie ważnym problemem są tragicznie niskie kryteria badań i dokumentacji niepozwalające na praktyczne wdrażanie nowoczesnych rozwiązań metodologicznych, co tym samym uniemożliwia powstawanie nowoczesnych i dobrze zorganizowanych firm archeologicznych konkurujących na rynku badań w oparciu o kryterium realizacji nowoczesnego programu badawczego. Nowoczesność oraz poziom badań nie stanowi obecnie kryterium wyboru oferenta usług archeologicznych, stanowi jedynie pretekst do realizowanego dotąd przez OODE rozdzielnictwa intratnych zleceń autostradowych.

W sytuacji braku chęci wprowadzania nowych standardów dokumentacyjnych jako powszechnie obowiązujących, twierdzenie, że wysoki poziom badań leży u podstaw rozdzielniczego wyboru oferentów usług archeologicznych można określić jako obłudny. Problem stanowi także bardzo słaby nadzór poziomu prowadzonych prac archeologicznych. Nie może być tak, że z powodu braku tego ustawowego nadzoru archeologicznego dyskryminowane są zespoły badawcze nieosadzone personalnie w wybranych “zaufanych” instytucjach naukowych, a tak się dzieje.

Przeraża fakt, że taka niemerytoryczna selekcja jest prowadzona w archeologii z pełną świadomością. Doskonale dowodzi tego list byłej Rady Naukowej OODA. Stwierdzenie, że możliwość wyparcia z rynku badań archeologicznych poważnych instytucji naukowych przez firmy prywatne byłaby katastrofą dla dziedzictwa kulturowego jest skandaliczne i niedopuszczalne. To mniej więcej tak samo jakbyśmy stwierdzili, że rewitalizacja i konserwacja elewacji cennego zabytku architektury przez prywatną firmę konserwatorską nie zaś zespół Akademii Sztuk Pięknych stanowi zagrożenie dla dziedzictwa kulturowego Polski.

Trzecią ważną przeszkodę w zdrowym funkcjonowaniu archeologii stanowią ograniczenia młodych absolwentów archeologii restrykcyjnymi przepisami korporacyjnymi, których efekt obecnie jest odwrotny do celu, w jakim tłumaczy się ich wprowadzenie. W sytuacji, gdy z zawodu rezygnują najzdolniejsze i najambitniejsze osoby trudno jest przekonywać,że ograniczenia w uzyskiwaniu uprawnień zawodowych służyć mają poprawie przygotowania zawodowego tychże absolwentów.

Ostatnim z podstawowych problemów współczesnej archeologii jest jej niska rentowność oraz brak nowoczesnych mechanizmów wsparcia finansowego dla inwestorów (szczególnie inwestorów indywidualnych) ponoszących koszty finansowania badań archeologicznych. Wydaje się, że obecny stan archeologii wynika z jej zawłaszczenia po roku 1989 przez wąską grupę osób związanych z różnymi instytucjami naukowymi i wynikające z tego zablokowanie przemian wolnorynkowych, oraz rozwoju metodologicznego tej nauki.

 Propozycje zmian.

Zmiany w funkcjonowaniu archeologii w Polsce są niezbędne, i z uwagi na zacofanie organizacyjne oraz metodologiczne należałoby je zacząć wprowadzać jak najszybciej. Oczywiście zmiany te należy wprowadzać konsekwentnie, ale i rozważnie.

Kluczem do naprawy archeologii są silne i sprawne biura Wojewódzkich Konserwatorów Zabytków. Powinny one być doinwestowane i wzmocnione, tak aby zdolne były do realizacji zadań w zakresie wydawania pozwoleń oraz kontroli poziomu prowadzonych badań archeologicznych. Przetargi na badania archeologiczne finansowane z budżetu państwa powinny w pełni podlegać procedurom prawa zamówień publicznych, zaś prawo do realizacji inwestycji finansowanych z budżetu państwa powinno być jednakowe dla wszystkich podmiotów realizujących takie usługi. WKZ-ety nie powinny ingerować w to, kto ma realizować badania archeologiczne, powinny jednak czuwać nad poziomem tych badań, powinny także posiadać prawo wydania decyzji o wstrzymaniu prac (budowy) oraz wyciągnięcia konsekwencji prawnych w stosunku do zespołów badawczych łamiących wytyczne zawarte w pozwoleniu na badania archeologiczne, z ograniczeniem indywidualnych uprawnień zawodowych włącznie.

Państwowy nadzór archeologiczny winien wypełniać analogiczne zadanie, jakie spełnia nadzór budowlany. Nadzór budowlany zapewnia odpowiedni poziom usług budowlanych, dbając o bezpieczeństwo przyszłych użytkowników, a także pozwala na odpowiednią rentowność dobrze realizowanych usług budowlanych. Gdyby zabrakło nadzoru budowlanego, to podobnie jak ma to miejsce obecnie w archeologii przetargi wygrywałyby nie firmy oferujące wysoką jakość usług, ale te oferujące wyłącznie najniższe koszty realizacji, kosztem takiego stanu rzeczy byłoby pogorszenie naszego bezpieczeństwa w postaci wzrostu zagrożenia katastrofami budowlanymi. Podobnie jest w archeologii, kosztem braku nadzoru w archeologii jest słaba ochrona dziedzictwa kulturowego. Analogię dostrzec można także w kwestii rentowności usług, gdyby zabrakło nadzoru budowlanego rentowność usług budowlanych drastycznie by zmalała, przetargi wygrywałyby firmy najtańsze, firmy inwestujące w zaawansowane technologie byłby skazane na bankructwo.

Nikt z nas nie wyobraża sobie funkcjonowania rynku usług budowlanych bez silnego Państwowego Nadzoru Budowlanego. Niestety z niezrozumiałych przyczyn mechanizmu nadzoru oraz regulacji rentowności rynku doskonale funkcjonujące w innych dziedzinach życia, w archeologii funkcjonować nie mogą. Mało tego, środowisko zawodowe, wyłącznie z uwagi na zachowanie monopolistycznej pozycji, czyni wszystko, aby mechanizmy takie powstać nie mogły. Wymagania dotyczące zakresu prowadzonych badań wykopaliskowych interdyscyplinarnych oraz dokumentacji powinny zostać znacząco podniesione tak aby pozostawały w ścisłych relacjach z aktualnymi możliwościami teoretycznymi.

Wydaje się, że wobec zacofania archeologii należałoby stworzyć pewne okresy przejściowe, które umożliwiłyby instytucją oraz firmom archeologicznym dostosowanie zaplecza badawczego do nowych wymagań ochrony konserwatorskiej. Najlepszym sposobem na to jest podział stanowisk archeologicznych w oparciu o arkusze AZP na 3 kategorie dokumentacyjno-badawcze tak, aby najcenniejsze stanowiska archeologiczne wpisać do grupy najwyższej (wymagającej od zespołu realizującego badania solidnego zaplecza technicznego), badania prowadzone na stanowisku wpisanym do tej kategorii byłyby inwestycyjnie najdroższe – tym samym najbardziej dochodowe.

Do drugiej grupy należałyby stanowiska archeologiczne o nieco mniejszym znaczeniu kulturowym, wymagania konserwatorskie w stosunku do badań archeologicznych prowadzonych na stanowiskach wpisanych do tej grupy byłyby nieco niższe niż w stosunku do grupy pierwszej, jednak wyższe niż obecne wymagania konserwatorskie.

Grupę trzecią stanowiłyby pozostałe stanowiska archeologiczne, kryteria badawcze w stosunku do tych zabytków byłyby pozostawione czasowo bez zmian. Takie pogrupowanie stanowisk archeologicznych zwiększy znacząco ochronę najcenniejszych zespołów archeologicznych, jednocześnie stworzy klimat do inwestowania w zaplecze techniczne oraz nowoczesne rozwiązania badawcze i dokumentacyjne, jednocześnie pozostawienie większości stanowisk w grupie trzeciej dałoby czas drobnym przedsiębiorcom na przystosowanie się do nowych kryteriów badawczych. Podział procentowy należałoby tak skonstruować, aby z czasem coraz więcej stanowisk archeologicznych przenoszonych było do wyższych grup dokumentacyjno-badawczych.

Początkowo kategoryzacja taka mogłaby być dokonana w proporcjach: (5-20-75)%. Jednocześnie należałoby stworzyć system wsparcia inwestorów indywidualnych w procesie finansowania badań archeologicznych. Wzrost zakresu badań oraz unowocześnienie warsztatu dokumentacyjnego oznaczać będzie wzrost kosztów prac archeologicznych (urentownienie badań archeologicznych), koszt ten może okazać się zbyt duży dla osób indywidualnych np. rolnika inwestującego w budynki gospodarcze.

Oczywiście można próbować szukać funduszy na takie wsparcie w budżecie państwa, nie jest to jednak pewne źródło finansowania. Lepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie systemu trójfinasowania, w którym środki na badania archeologiczne pochodziłyby tak jak do tej pory od inwestora oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków a także i to by była nowość, od ubezpieczyciela. Aby było to możliwe należy wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie robót ziemnych na wypadek konieczności przeprowadzenia badań archeologicznych, przy czym ubezpieczenie to byłoby opłacane według stałej stawki dla wszystkich robót ziemnych bez wyjątku. Kwotę takiego ubezpieczenia można uzależnić od powierzchni ziemnych robót budowlanych, koszt ten wcale nie musiałaby być szczególnie wysoki, opłacenie takiego ubezpieczenia stanowiłoby warunek wydania zgody na budowę. Wysokość finansowania w ramach ubezpieczenia wykopaliskowego uzależniona byłaby od statusu inwestora (jego zamożności – lub rodzaju inwestycji), wielkości inwestycji oraz kategoryzacji badanego stanowiska.

Dzięki temu stworzony zostałby system finansowania, w którym, badania archeologiczne finansują wszyscy inwestorzy prowadzący roboty ziemne a nie tylko ten, który miał pecha i trafił na swoim gruncie na stanowisko archeologiczne, system, w który biedny inwestor mógłby liczyć na pomoc większą a bogaty na mniejszą. Jednocześnie takie współfinansowanie znacząco poprawiłoby ochronę dziedzictwa archeologicznego, bowiem obecnie z uwagi na konieczność wstrzymania robót budowlanych oraz wzrost kosztów inwestycji inwestorzy budowlani bardzo często nie zgłaszają przypadkowych odkryć archeologicznych, kontynuując rozpoczęte prace budowlane – niszcząc wiele cennych a wcześniej nierozpoznanych zabytków archeologicznych.

Na tego rodzaju finansowaniu zyskałoby także państwo, odciążone finansowo WKZ-ety mogłyby część funduszy przeznaczonych na finansowanie badań archeologicznych przeznaczyć na kontrolę oraz nadzór archeologiczny. Łatwiej by miał także inwestor, bowiem nie tylko ponosiłby znacząco niższe koszty finansowania badań archeologicznych (niekiedy zapewne i 100% finansowania mogłoby pochodzić z zewnątrz), ale także mógłby być zwolniony z obowiązku poszukiwania i wyboru wykonawcy, bowiem wykonawcę mógłby wskazywać bezpośrednio ubezpieczyciel.

Ubezpieczyciel mógłby z prywatną firmą archeologiczną lub oczywiście także instytucją naukową podpisywać długoterminowe umowy na realizację tego typu badań finansowanych przez ubezpieczyciela. Należałoby także znieść jak najszybciej krzywdzące obostrzenia w uzyskiwaniu przez absolwentów archeologii uprawnień zawodowych. Wymóg 12 miesięcy wykopaliskowej praktyki zawodowej jest słuszny i winien być zachowany, powinno się jednak zezwolić na to, aby praktyka ta mogła być realizowana nie jak do tej pory od uzyskania tytułu magistra, lecz od zdania egzaminu na studia na kierunku archeologia.

Obecne utrudnienia prowadzą do deprecjacji zawodu archeologa a nie zaś do oczekiwanej poprawy merytorycznego przygotowania zawodowego. Przepis ten skuteczny jest wyłącznie z punktu widzenia ograniczenia dostępu zawodowego. Powinno się także zezwolić studentom, aby praktyka wykopaliskowa realizowana w rezultacie ich zatrudniania przez instytucje nieuniwesyteckie podczas badań archeologicznych „komercyjnych” mogła być także zaliczana jako wykopaliskowa praktyka studencka wymagana programem studiów, rozwiązanie takie pozwoliłoby ukrócić proceder handlu studentami jako darmową siłą roboczą.

To, co wyżej przedstawiłem stanowi jedynie autorską koncepcję reformy archeologii, mam jednak nadzieję, że koncepcję wartą rozpatrzenia przez odpowiednie gremia decyzyjne. Nawet częściowa realizacja przedstawionych wyżej propozycji przyczyniłaby się do uzdrowienia archeologii, uzdrowienia zarówno naukowego jak i zawodowego.

Sebastian Tyszczuk

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.072 | powered by jPORTAL 2