Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 3


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Tytułologia stosowana > I ty zostaniesz profesorem
Bogusław Poźniak

I ty zostaniesz profesorem.


(Tekst nieco humorystyczny. Fragment książki, ktόrej nikt nie chce wydać bo jest kiepska.(....) - skróty autora)


No więc co? Chcesz być profesorem ? Tak można zatytułować moje intymne relacje z nauką i amerykańskim systemem uniwersytetόw. Nie nazywając rzeczy wulgarnie po imieniu powiem tyle że była to intymność jednostronna.
Profesor to ma klawe życie – tak jak Cysorz z piosenki Waligόrskiego śpiewanej przez Tadeusza Chyłę. Kawka, herbatka, ploteczki wydziałowe, czasami można iść pooglądać studentki na korytarzu albo z ktόrąś podroczyć się na egzaminie. Tu nie można wpadać we wstecznictwo szczegόlnie jak się popiera ulubioną partię polskiej inteligencji i na egzaminie można poobmacywać co bardziej urodziwych studentόw. Oprόcz tego od czasu do czasu można pogonić do roboty chłopkόw pańszczyźnianych, czyli kazać asystentowi napisać jakiś artykuł aby wydać pod swoim nazwiskiem i doliczyć do tak zwanego urobku, bądź dorobku naukowego, a mając zaprzyjaźnionego dziennikarza wystąpić w telewizji i z zadęciem godnym tytułu i żarem prometejskiego ognia niosącego kaganek oświaty inteligenta polskiego rozprawiać o problemach stopy procentowej lub budowy autostrad nawet gdy jest się z wykształcenia historykiem lub biologiem. Bo tytuł profesora to uniwersalna licencja na posiadanie zdania na każdy temat, w każdej sprawie, o każdym czasie, w każdym kraju. Najsłodszy miόd czeka jednak w polityce. Można zostać posłem albo radnym a posada profesorska nie ucieknie, bo ma to do siebie że jest dożywotnia bez względu na cokolwiek, za wyjątkiem chyba rewolucji proletariackiej, ktόra wysłała na gilotynę między innymi twόrcę wspόłczesnej chemii Lavoisiera za oczywiste odchylenia od odpowiedniego poziomu czujności klasowej, mimo że w owych czasach tak to się nie nazywało. Lenin i pόźniejsi jego naśladowcy na tym polu też całkiem sporo wskόrali ale sumując wszystko, w rewolucjach profesorowie i tak byli traktowani oszczędniej w porόwnaniu, na przykład, do bankierόw. Więc, takiemu posłowi degradacja społeczna w przypadku odmiany nastrojόw politycznych nie grozi, zawsze może przeczekać na uczelni, zmienić partię i poglądy i hajda w nowych wyborach.

Zasadniczym jednak problemem jest nabόr na to stanowisko. W Polsce głόwnym kryterium jest kryterium genetyczne. Dawno już udowodniono że zdolności są dziedziczne, na co można podać przykład z rodziny Marii Curie, Nielsa Bohra i Sebastiana Bacha. Najważniejszym kryterium przy zatrudnieniu na uczelni wyższej jest więc pokrewieństwo z osobą już zatrudnioną. Ponieważ, jak wspomniano wyżej, profesor wypowiada się na wszystkie tematy w każdej sytuacji, to można też przyjąć że tym co się naprawdę dziedziczy nie jest talent w konkretnej dziedzinie, ale ogόlna zdolność do bycia profesorem, więc niekoniecznie trzeba posiadać przodkόw w swojej dziedzinie, posiadanie przodkόw profesorόw w jakiejkolwiek dziedzinie jest kryterium wystarczającym do uzyskania posady. Talent nie tylko płynie przez geny ale ma też własność rozchodzenia się w przestrzeni. To już jest zjawisko bliższe fizyce niż biologii. Nazywamy je aurą. Mόwimy o kimś, że otacza go aura geniuszu. Taka aura jak wystarczająco długo otacza to może zapewne wyindukować odpowiednie zmiany w tkance mόzgowej. Te fizyczne procesy powodują to, że w Polsce talentem do bycia profesorem zostają obdarzeni także sąsiedzi profesora. Trzecią metodą rozprzestrzeniania się talentu jest genetyka wsteczna. Jest to oryginalny polski wkład do nauk genetycznych, na miarę sukcesu znanego genetyka Trofima Denisowicza Łysenki. Ten pochodzący z Kraju Rad uczony mąż dowodził że organizmy żywe przy zetknięciu z ideami rewolucji proletariackiej plonują i rosną lepiej. W przypadku genetyki wstecznej jest to tak: ponieważ dziecko cόrki profesora i jakiegoś faceta bez talentu jest wnukiem profesora, czyli ma jego geny talentu do bycia profesorem, poprzez te geny takie dziecko wywołuje genetyczną modyfikację u ojca, czyli zięcia profesora i ten też nagle okazuje się obdarzony wielkim talentem. Podobnie jak odkrycia Łysenki, odkrycia polskich profesorόw nie są rozpowszechniane w czasopismach naukowych głόwnego nurtu, ale to zapewnie dlatego, że stanowią tajną broń polskiej nauki i nie ma co wydawać jej za darmo wrogom. Czasem wśrόd myszy laboratoryjnych sztucznie wywołuje się krzyżowanie w jednej rodzinie aby obserwować i opisywać defekty rozwojowe do ktόrych to prowadzi. To zupełna strata czasu, wystarczy odwiedzić dowolny wydział dowolnej szkoły wyższej w Polsce. W podręcznikach, jako jeden z możliwych problemόw wynikłych z takiego krzyżowania wsobnego wymienia się acefalię, czyli brak mόzgu. Oryginalność polskiego systemu organizacji nauki polega też na tym że nie zaobserwowano ani jednego przypadku aby komuś taki defekt przeszkadzał w karierze.

Słowem – „dobrze być Cysorzem, choć to świnia i krwiopijca”. A gdzie w tym wszystkim się liczy nauka i wiedza? Zupełnie tak jak pokazano kiedyś na filmie Zanussiego – Barwy Ochronne„Wiedza też się liczy ale nie sama tylko w kontekście”.

Nie mając odpowiedniego „kontekstu” postanowiłem zrealizować swόj makiaweliczny plan życiowy w nadziei że w miarę postępu „demokracji” „kontekst” nie będzie już taki znaczący, więc ostatecznie wyjechałem na studia doktoranckie w najlepsze jakie w tamtych czasach można było sobie wyobrazić miejsce czyli do Stanόw Zjednoczonych Ameryki Pόłnocnej.

Tymczasem postęp w Polsce postępował w kierunku postępowym.

W USA jest około 4000 uniwersytetόw w ogόle. W tej liczbie mieszczą się też tak zwane tutaj Powiatowe Szkoły Wyższe, po angielsku: Community College. Już sama nazwa może przyprawiać o drżenie serca tylko na myśl o tym jakie tuzy intelektu zdobywają tam akademickie szlify.
(....)
Z pozostałych 2000 uczelni większość to tak zwane szkoły sztuk wyzwolonych (liberal art colleges). Są to przybytki mające charakter głόwnie uczący, lub raczej usiłujący tej trudnej sztuki. Rόżnią się tym od szkόł wyższych w naszym rozumieniu że pracownicy nie prowadzą badań naukowych a jedynie zajmują się studentami. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć abym podejrzewał pracownikόw polskich uczelni o tak niecne występki jak prowadzenie badań naukowych ale zauważono że tu i όwdzie się to zdarza, często bardziej dla sportu niż realnie egzekwowanego obowiązku. Praktyczni Amerykanie stwierdzili że to tylko stawianie zasłony dymnej i udawanie że w takich miejscach powstaje nauka niczemu nie służy oprόcz kamuflowaniu lenistwa zatrudnionych tam osόb. Profesorowie takich uczelni zwolnieni są z obowiązku takiego udawania w zamian za co są zobowiązani do prowadzenia dość dużej ilości zajęć dydaktycznych, i co najgorsze, ponieważ są to przedsiębiorstwa prywatne, profesorowie są też wystawieni są na łaskę i niełaskę płacących czesne studentόw, oraz łaskę i niełaskę dających rόżne podarki rzeczowe sponsorόw. Ekonomiczne podstawy istnienia takich miejsc nie wymuszają więc egzekwowania specjalnie dużo od studentόw i tak się na ogόl dzieje. Na dodatek, jak na każdym rynku w kapitalizmie podaż przewyższa popyt i większość takich szkόł jest w chronicznym deficycie finansowym. Wiele z nich jest położonych w szczerym polu, tak że możliwości zatrudnienia po zwolnieniu z uniwersytetu są praktycznie żadne. To wszystko wytwarza atmosferę gniazda os. Ale osy też stworzenia boże i widać po coś na tym świecie istnieją. Absolwentem jednej z tego typu uczelni jest syn prezydenta Wałęsy – Jarosław, poseł PO. Dzięki tej pokoleniowej sztafecie na własne oczy każdy się może już przekonywać o rόżnicy pomiędzy amerykańskim collegem i zasadniczą szkołą zawodową w Polsce.

Na samym szczycie piramidy prestiżu znajdują się tak zwane tutaj naukowe uniwersytety. Już sama nazwa jest godna uwagi gdyż sugeruje że uniwersytet wcale nie musi być naukowy, co zresztą Polsce można zauważyć dość łatwo. Takich uniwersytetόw jest około 400. Oprόcz nadawania niższych stopni posiadają one programy studiόw doktoranckich na wielu wydziałach, prowadzą badania naukowe i mają też szkoły medycyny, prawa i biznesu.

Tu znowu konieczne wyjaśnienie. Prawo i medycyna, inaczej niż u nas są studiami zaawansowanymi czyli takimi szkołami gdzie idzie się dopiero po zakończeniu collegu z uzyskanym wcześniej stopniem „baccaleurate” ktόry można rόżnie tłumaczyć ale wydaje się że jest to trochę więcej niż stopień licencjata, gdyż formalnie wymaga czterech lat pobytu w murach uczelni. Przyjęcia do szkoły prawa i do szkoły medycyny są bardzo konkurencyjne i aby się tam dostać należy przejść przez gęste sito. Głόwnym kryterium jest ukończenie odpowiedniego uniwersytetu niższego szczebla, a odpowiedni znaczy odpowiednio drogi. O odpowiedni poziom dbają, dając lub odbierając afiliację, właściwe związki prawnikόw i lekarzy, a dbanie o poziom przetłumaczone na język zrozumiały dla laika oznacza dbanie o poziom zarobkόw w tych dziedzinach po studiach. Sprowadza się to dbanie do takiego limitowania przyjęć aby wytwarzać stały niedobόr lekarzy i prawnikόw co pozwala im na windowanie swoich honorariόw do wysokości podniebnych. Uzasadnienie tej hucpy jest takie jak zwykle: troska o odpowiedni poziom obsługi klienta. To że poziom obsługi wymusza najlepiej konkurencja i otwarcie na rynek wykłada się już w innej szkole, ktόrej lekarze ani prawnicy ani kandydaci na nich nie ukończyli.



strony: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.042 | powered by jPORTAL 2