Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 1


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego > Jaki uniwersytet?
Piotr Jaroszyński Jaki uniwersytet? W 1988 roku rektorzy zgromadzeni w Bolonii na obchodach dziewięćsetlecia najstarszego uniwersytetu w Europie podpisali Wielką Kartę Uniwersytetów Europejskich. Ta Wielka Karta jest objętościowo niewielka, ale zawiera ważne zasady, które leżą u podstaw reformy kształcenia wyższego głównie w ramach Unii Europejskiej. Od tamtego czasu minęło już prawie dwadzieścia lat, można więc dokonać pewnego bilansu i zastanawiając się równocześnie, w jakim kierunku pójdą dalsze zmiany. W Wielkiej Karcie zawarte są cztery zasady. Pierwsza mówi o autonomii uniwersytetu, druga – o nierozerwalnym związku pracy naukowej z dydaktyczną, trzecia – o swobodzie badań naukowych, czwarta – o pielęgnowaniu przez uniwersytet humanistycznej tradycji europejskiej. Na pierwszy rzut oka są to zasady sensowne i nie budzące sprzeciwu. Problemy mogą powstać przy analizie szczegółów lub na poziomie interpretacji, bo interpretacja może być stronnicza. Zastanówmy się nad sensem słowa „autonomia”. Pochodzi ono z greki i oznacza kierowanie się własnym (autos) prawem (nomos). Wtórnie oznacza natomiast to, co dziś rozumiemy pod pojęciem niezależności. „Niezależność” to piękne słowo i piękna idea, ale trzeba dopowiedzieć o jaką niezależność chodzi, czyli od kogo lub od czego. Karta mówi o moralnej i intelektualnej niezależności uniwersytetu od władzy politycznej i ekonomicznej. Zasada bardzo ważna, wręcz kluczowa. Ale czy realistyczna? Gdzie? W jakich warunkach? Jeżeli bowiem zasada ta jest zbyt wyidealizowana, to w praktyce oznaczać może coś przeciwnego, a więc coraz większe uzależnianie uniwersytetu zarówno moralne, jak i intelektualne od polityki i ekonomii. Popatrzmy, co dzieje się dzisiaj. Mechanizmy kontroli i podporządkowywania uniwersytetów są coraz precyzyjniejsze. Od strony administracyjnej rośnie biurokracja, pracownicy naukowi muszą wypełniać tony papieru, różne kwestionariusze i ankiety, które na dodatek co roku się zmieniają. Nie wiadomo po co i komu jest to potrzebne. Z kolei studenci wypełniają ankiety, w których wyrażają swoje opinie o wykładzie i wykładowcy. Żeby było ciekawiej, ankiety studenckie są anonimowe. W ten sposób usankcjonowane są zwykłe donosy, bo to właśnie anonimy, których porządny człowiek nigdy nie czyta i wrzuca je do kosza, dziś stanowią materiał dla analiz naukowych, kadrowych i administracyjnych. System finansowania w coraz większym stopniu oparty jest na zdobyciu grantów, a te z kolei leżą w gestiach jakichś pozauniwersyteckich komisji. Do uczelni przyjeżdżają członkowie komisji akredytacyjnych, ingerują w treść prowadzonych przez profesorów wykładów, żądają zmian programu nauczania lub zmiany nazewnictwa (UKA). Oto jak wygląda dziś niezależność uniwersytetu! To są raczej kpiny. Doświadczyliśmy już pełnej kontroli ekonomicznej i politycznej naszych szkół wyższych w czasach komunizmu. A obecnie dawni marksiści występują w roli urzędników i znowu próbują rządzić. Kiedy to się skończy? Czy jakieś prawa wykonawcze są w stanie zabezpieczyć uczelnie w sensie moralnym i intelektualnym od coraz natarczywszych prób sterowania życiem akademickim i to w kierunku mocno zideologizowanym? Realia funkcjonowania uniwersytetów nie tylko w Polsce, ale i w Europie dokładnie przeczą pierwszej zasadzie Wielkiej Karty. Rektorzy, którzy tę kartę podpisywali, z pewnością już nie są rektorami, bo minęło zbyt wiele lat, a więc na nic nie mają wpływu, nowi rektorzy nie protestują, że państwo nie przestrzega zasad karty, bo wiadomo, czym taki protest mógłby się skończyć. Więc pętla biurokracji coraz mocniej się zaciska. Niektórzy profesorowie, żeby mieć choć trochę władzy i szacunku, uciekają na stanowiska administracyjne, czy to na własnych uczelniach, czy w instytucjach państwowych. Toną w papierkach, pilnują procedur, i nie mają czasu na pracę twórczą. Inni przepraszają, że żyją i dziękują, że w ogóle mogą pracować. Kto tu może mówić o autonomii? Utopia, bajka, mit, Orwell. Jest jednak ciekawe, że rektorzy, którzy podpisali Wielką Kartę prawie 20 lat temu nie posunęli się tak daleko, jak wspomniany niedawno były przewodniczący Sekcji Nauk Humanistycznych CK, Jerzy Brzeziński. Autor ten, omawiając znaczenie Wielkiej Karty, mówi nie tylko o niezależności uniwersytetów od władzy państwowej, ale również od władz Kościoła. Pisze więc: „Musi też być uniwersytet niezależny od oddziaływania nań drugiej władzy, władzy Kościoła.” (J. Brzeziński, Rozważania o uniwersytecie, w: Psychologiczno-edukacyjne aspekty przesilenia systemowego, Toruń 2000, s. 206). Problem w tym, że takiego postulatu w Wielkiej Karcie nie znajdujemy. Czy Brzeziński tak bardzo troszczy się o niezależność uniwersytetu, czy też raczej przemawia przezeń nastawienie antyklerykalne? Wydaje się, że to drugie, i to w sposób bardzo przemyślny. Kościół bezpośrednio nie ingeruje w pracę uczelni państwowych lub prywatnych, a więc próba zabezpieczenia się przed wpływami Kościoła na te uczelnie jest zbyteczna. O co więc chodzi? Odpowiedź jest jasna. Chodzi o przygotowanie gruntu pod zmianę zasad moralno-intelektualnych na uczelniach katolickich, chodzi o eliminację wpływu Episkopatów na uniwersytety, które noszą szyld „Uniwersytet Katolicki”. A są takie w Europie. Wtedy na takich uczelniach będzie można promować w ramach tolerancji ruchy gejowskie, w ramach poszukiwania prawdy inżynierię genetyczną, łącznie z klonowaniem, a w ramach praw człowieka eutanazję. Czy o to Brzezińskiemu chodzi? Warto poznać jasną odpowiedź. Tekst raczej nie pozostawia wątpliwości i budzi wielkie obawy o realny kierunek zmian, jaki kryje się za pięknymi hasłami. Uniwersytety to wielki skarb, który zawdzięczamy średniowieczu i Kościołowi katolickiemu. Wydziedziczenie chrześcijaństwa będzie końcem dla uniwersytetów, bo nauka, jak tego już doświadczyliśmy w XX wieku, zostanie skierowana przeciwko człowiekowi, z całą swoją inteligencją i całą swoją mocą, ponieważ sumienie naukowców bywa, niestety, bardzo słabe i za bardzo na nim polegać nie można. Piotr Jaroszyński
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.025 | powered by jPORTAL 2