Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Darmowy program a...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 7


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Reformy systemu nauki i edukacji > Polskie uniwersytety wymagają reform!

Andrzej Jajszczyk


Polskie uniwersytety wymagają reform!


Stanęliśmy przed alternatywą: albo dokonamy głębokich reform naszych uczelni, albo wypadniemy z globalnego rynku edukacyjnego, a najzdolniejsi Polacy wyjadą studiować za granicą.
Ostatnie tygodnie przynoszą burzliwą dyskusję w mediach na temat stanu polskich uczelni wyższych. Dyskusję pobudzoną dodatkowo zapowiedzią prof. Barbary Kudryckiej, minister nauki i szkolnictwa wyższego, rychłego przeprowadzenia głębokich reform w tym obszarze.
Deklarację tę trzeba przyjąć z zadowoleniem, ponieważ od wielu lat partie polityczne i rządy szerokim łukiem omijały ten temat. A jest o czym rozmawiać i co reformować.

Mimo imponujących wskaźników wzrostu liczby kształconych studentów, poziom badań naukowych i kształcenia w krajowych wyższych uczelniach zdecydowanie nie odpowiada naszym aspiracjom i potrzebom.
Poziom ten obrazują m.in. fatalne pozycje w światowych rankingach uniwersytetów. W najbardziej znanym z nich, przygotowywanym od lat na Uniwersytecie Jiao Tong w Szanghaju, na liście pięciuset najlepszych wyższych świata znajdują się tylko Uniwersytety Jagielloński i Warszawski, oba w czwartej setce.

Żadna polska uczelnia nie weszła do setki najlepszych w Europie. W inaczej zdefiniowanym rankingu, publikowanym przez The Times Higher Education Supplement, również wśród 500 najlepszych uczelni świata, jest poza wyżej wymienionymi także Politechnika Warszawska, wszystkie w czwartej setce. Przy czym najlepszy Uniwersytet Jagielloński spadł w ostatnim roku o 44 pozycje. W hiszpańskim rankingu Webometrics, obejmującym 4000 najlepszych uczelni świata, nasi przedstawiciele są poza pierwszą pięćsetką.
Przeciwnicy rankingów argumentują, że jak ma się pieniądze takie jak Stanford, Harvard, Cambridge, czy Oxford, to można zająć wysokie pozycje. Ale wśród uczelni podanych przez The Times, przed naszymi znajduje się, na przykład, osiem uczelni z Chin (trzy w pierwszej setce), po trzy uczelnie z Indii i Malezji, po dwie z Brazylii, Południowej Afryki, Chile i Tajlandii, a także uniwersytety z Argentyny i Meksyku.
Niektórzy wzruszają ramionami — po co się przejmować miejscem w rankingu? Stawka jest jednak wysoka — rankingi są starannie studiowane przez przyszłych studentów z całego świata, w tym także absolwentów naszych szkół średnich. Może się okazać, że tylko z tego powodu będziemy bez szans na globalnym rynku usług edukacyjnych.

Rozwiązaniem jest konkurencja

Podobnie jak w gospodarce, rozwiązaniem może być tylko konkurencja. Kierunek nieuchronnych zmian może nam wskazać przykład Stanów Zjednoczonych, kraju przodującego w innowacyjności. Na około 4000 działających tam uczelni wyższych najróżniejszych typów i jakości, tylko około pięćdziesięciu to uczelnie najwyższej marki, kształcące elity i pochłaniające lwią część środków przeznaczanych w tym kraju na naukę.

Biorąc pod uwagę, że w Polsce istnieje ponad 400 uczelni wyższych, zarówno państwowych jak i niepublicznych, prosty rachunek wskazuje, że, zakładając te same proporcje, najwyższą rangę może uzyskać tylko pięć jednostek (nie uwzględniam w tym rachunku, że USA są znacznie bogatsze od naszego kraju).

Jednoczesne finansowanie na stosunkowo dużym poziomie kilkudziesięciu „uczelni z ambicjami” nie jest możliwe. Trzeba więc opracować i wprowadzić system finansowania jednostek najlepszych. Ważne jest to by ich wyłanianie odbywało się na gruncie uczciwej konkurencji prowadzącej do powstania autentycznych liderów, a nie dekretowania przez urzędników, polityków bądź uniwersyteckie grupy nacisku, które uczelnie są najlepsze.

Finansowanie uczelni

Jednym z ważnych powodów słabości polskich wyższych uczelni jest dramatycznie niski poziom ich finansowania z budżetu państwa i przez gospodarkę. Od lat znajdujemy się w ogonie Europy, jeżeli chodzi o procent produktu krajowego, który przeznaczamy na szkolnictwo wyższe i naukę.

Bez znacznego zwiększenia środków nie mamy co marzyć o gonieniu peletonu. Ale same nakłady to nie wszystko — zasadnicze znaczenie będzie miał sposób ich podziału. Sposób, który pobudzi konkurencję, a nie utrwali istniejący stan rzeczy.

Gdy przed laty utworzono Komitet Badań Naukowych, większość środków rozdzielano w postaci grantów — obecnie tylko ok. 16%. Ponad 65% nakładów pochłaniają tzw. środki statutowe, które docierają do uczelni i innych jednostek badawczych bez konieczności zabiegania o nie w konkursach.

W krajach przodujących w nauce jest dokładnie odwrotnie. Musimy dążyć do tego samego. W konkursach powinny dominować projekty zgłaszane przez samych naukowców, a nie tzw. projekty zamawiane z tematami wymyślonymi przez urzędników, bo jak trafnie zauważył Prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, prof. Maciej Żylicz, „nie da się zaplanować odkrycia naukowego”.

Ostra konkurencja w walce o środki zmusi uczelnie, przynajmniej te z ambicjami naukowymi, do zatrudniania najlepszych ludzi, zdolnych do pozyskiwania grantów, a pozbywania się leni i nieudaczników.

Innym, ważnym źródłem finansowania uczelni powinny być środki idące za studentami. Studenci powinni „głosować nogami” zmuszając uczelnie do dopasowywania się do oczekiwań ich klientów.

Zarządzanie uczelniami

Jestem pełen podziwu dla rektorów wielu polskich uczelni, że tak dobrze sobie radzą z zarządzaniem skomplikowanymi firmami, zatrudniającymi często po kilka tysięcy ludzi, którymi są de facto nasze uniwersytety.

Wyobraźmy sobie przedsiębiorstwo produkcyjne, na przykład stocznię, w której dyrektora, jego zastępców, a także kierowników głównych działów i ich zastępców wybierają w tajnym głosowaniu wszyscy pracownicy, a do tego 20% głosujących to przedstawiciele klientów stoczni. W dodatku tak wybrani dyrektorzy i kierownicy nie mogą podjąć żadnej istotnej decyzji bez zgody, także wyrażonej w tajnym głosowaniu, całej rady pracowniczej. Taka firma nie miałaby prawa funkcjonować, a jej bankructwo byłoby nieuchronne.
A tak przecież działają nasze uczelnie! Z wybieranymi przez pracowników i studentów rektorami i dziekanami, kontrolowanymi później przez senaty i rady wydziałów.

Nie jest przypadkiem, że wzorem uczelni amerykańskich, również uczelnie europejskie odchodzą od opisanego wyżej archaicznego modelu zarządzania. Nawet w konserwatywnych Niemczech uczelniami kierują profesjonalni menedżerowie wyłonieni w drodze konkursu.

I nie wystarczy, jak to zrobiono w obowiązującej u nas ustawie o szkolnictwie wyższym, nazwanie dyrektora administracyjnego kanclerzem. Istota tkwi w jego kompetencjach. W modelu stosowanym w najlepszych uczelniach świata jest także miejsce dla organów obieralnych, które koncentrują się na działalności typowo akademickiej, związanej z nadawaniem doktoratów i tytułów honorowych, a także reprezentowaniem uczelni na zewnątrz.

Długofalowe kierunki rozwoju uczelni, w tym decyzje o powstawaniu czy likwidacji kierunków badań i kształcenia, podejmują natomiast rady patronackie złożone z osób nie zatrudnionych bezpośrednio w uczelni, czyli nie związanych z nią własnymi krótkoterminowymi interesami, ale osoby które kierują się jej długofalowym dobrem.

Model kariery akademickiej

Polskie uczelnie są oparte na wzorcach wprowadzonych ok. 200 lat temu w zupełnie innych niż obecnie warunkach gospodarczych i społecznych, a także w czasach gdy naukę i kształcenie na poziomie wyższym uprawiała bardzo wąska grupa ludzi. Wzorce te zostały utrwalone jeszcze w czasach komunizmu w krajach będących pod sowiecką dominacją. Ich istotą jest wielostopniowa hierarchia i statyczność. Uznanie zależy od zdobycia habilitacji i profesury, nie zaś od rzeczywiście uzyskanych wyników naukowych. Ewenementem na skalę światową jest u nas nadawanie tytułu profesora przez prezydenta państwa. Taka struktura, a także kolegialność podejmowania zbyt wielu decyzji, są z natury antyinnowacyjne. Należy więc zlikwidować zarówno habilitacje jak i tytuł profesora.

Ocena pracowników, a także zatrudnianie ich na określone stanowiska powinny być oparte wyłącznie na ocenie ich dorobku i przydatności dla uczelni.

Nie wszyscy oczywiście muszą być gwiazdami nauki, publikującymi w najlepszych periodykach; niektórzy mogą być po prostu świetnymi organizatorami dydaktyki, czy specjalistami w prowadzeniu skomplikowanych projektów badawczych.

Uczelnia, której zależy na wysokim poziomie, będzie wręcz zmuszona do organizowania jawnych i autentycznych konkursów na stanowiska (obecne praktyki przedstawiają tu dużo do życzenia). Zniesienie habilitacji umożliwi wprowadzenie bardzo użytecznego modelu kariery akademickiej, znanego z krajów anglosaskich.

Po ukończonych studiach doktoranckich młody człowiek robi karierę w gospodarce, na przykład pracując w banku, kancelarii prawnej, przedsiębiorstwie produkcyjnym, czy pozauczelnianej jednostce badawczej. Po kilkunastu latach ma szansę wystartowania w konkursie na stanowisko profesorskie i kontynuowania kariery naukowej. Nie trzeba tłumaczyć jak nieocenione usługi uczelni i jej studentom może oddać taki doświadczony praktyk.

Dziś tego modelu nie da się zrealizować — po prostu wymagana jest habilitacja, którą można zrobić tylko na uczelni. Podobne ograniczenie występuje w przypadku zatrudniania nawet znakomitych profesorów, którzy chcieliby przyjechać do Polski zza granicy.
Z opisywanym modelem kariery wiąże się jawność dorobku naukowego. Walczy o to od lat m.in. prof. Józef Kalisz z Wojskowej Akademii Technicznej. Widać tu pozytywne zmiany — część uczelni, w tym moja, publikują na stronach internetowych dorobek wszystkich swoich pracowników.

Mobilność kadry

Typowy model kariery to zdobywanie stopni, począwszy od magistra, przez doktora, doktora habilitowanego, aż do profesora, a potem praca do emerytury, w tych samych murach. Dotyczy to szczególnie uczelni o długiej tradycji akademickiej i najwyższej renomie.

Tylko uczelnie stosunkowo nowe bądź o słabym stanie kadrowym, są zmuszone do pozyskiwania osób z zewnątrz. Brak ruchliwości kadr powoduje przywiązanie do zastanych rozwiązań, uwiąd dyskusji i ułatwia tworzenie się trwałych, nie zawsze pozytywnych, układów personalnych.
Mobilność kadr jest warunkiem koniecznym kreatywności i tworzenia zespołów mogących konkurować z najlepszymi w świecie.

Jednym z warunków mobilności jest łatwość zatrudniania i zwalniania pracowników. Dlatego też podstawową formą zatrudnienia w uczelniach wyższych i innych placówkach naukowych powinny być kontrakty terminowe (np. trzy- lub pięcioletnie) z możliwością ich odnawiania. Mianowania (ale też z możliwością odwołania) powinny dotyczyć tylko kluczowych pracowników.

Podobnie jak w Niemczech, trzeba wprowadzić ustawowy zakaz zatrudniania (np. przez 5 lat) własnych doktorantów. Należy też zakazać zatrudniania dzieci pracowników w tej samej uczelni.

Opłaty za studiowanie

Powszechny jest mit bezpłatności studiów. Nigdzie nie ma studiów „za darmo” — ktoś musi opłacić kadrę, czy zapłacić za eksploatację budynków. Pytanie tylko, czy mają to być wszyscy podatnicy, również tacy, których studiowanie nie interesuje, czy też wyłącznie osoby korzystające z usług edukacyjnych.

Oczywiście żadne nowoczesne państwo nie może przerzucić całych kosztów studiowania na studentów. Należy więc zbudować odpowiedni system bonów edukacyjnych, stypendiów i pożyczek.

Nie dziwią mnie argumenty przeciw wprowadzeniu opłat za studia, tam gdzie ich jeszcze nie ma. Można się obawiać, że reforma ograniczy się do wprowadzenia czesnego, a system wspierania studentów nie powstanie. Czyli warunkiem sukcesu jest rozwiązanie całościowe, a także przekonanie do niego zainteresowanych.

Moim zdaniem, najważniejszym argumentem za powszechną odpłatnością za usługi edukacyjne w wyższych uczelniach nie jest wcale podreperowanie ich finansów (podobne fundusze będą po prostu płynęły do nich inną drogą, zamiast z budżetu, z kieszeni studentów, które to kieszenie będą z kolei zasilane z budżetu), ale przede wszystkim stworzenie konkurencyjnego rynku uczelni. A konkurencja oznacza jakość usług.

Jednym z warunków powstania autentycznego rynku jest swoboda w ustalaniu wysokości czesnego przez szkoły wyższe. Nie obawiałbym się, że uczelnie wprowadzą od razu zbyt wysokie opłaty — to odstraszyłoby ich klientów. Zapewne w perspektywie wielu lat wykształcą się uczelnie o najwyższym poziomie kształcenia i badań naukowych. Będą one stosunkowo niewielkie, a ich czesne będzie wysokie. Nie oznacza to, że kształcone przez nie elity będą wyłącznie elitami finansowymi. Podobnie jak to się dzieje na najlepszych uczelniach amerykańskich, kształcić się tam będą najzdolniejsi, niezależnie od grubości ich portfeli (uczelnie znajdą sposoby by mniej zasobnym studentom pokryć czesne i zafundować stypendia).
Znaczna część uczelni wybierze inny model biznesowy — masowe kształcenie na niezłym poziomie, przy niskich opłatach.

Dojrzewanie zmian

Niezależnie od nasilającej się krytyki stanu obecnego, powinniśmy pamiętać o wielu pozytywnych zmianach zachodzących w ostatnich latach.

Istnieje parametryczna ocena uczelni. Jakkolwiek nie jest doskonała i czasami podatna na działania różnych grup nacisku, coraz lepiej informuje o rzeczywistych osiągnięciach naukowych poszczególnych jednostek.

Istnieje system akredytacji oceniający dydaktykę. Powstanie prawdziwego rynku edukacyjnego spowoduje zapewne także akredytacje przez różne organizacje zawodowe, na przykład prawnicze, lekarskie, czy inżynierskie, a także tworzenie wyspecjalizowanych firm zajmujących się akredytacją. Pojawią się też akredytacje międzynarodowe. Wszystko to ułatwi wybór uczelni potencjalnym studentom, a same uczelnie zmobilizuje do współzawodnictwa.

Wiele nowego do naszych uczelni wprowadziło uczestnictwo w europejskich projektach badawczych i edukacyjnych. Ułatwiło kontakty międzynarodowe, pozwoliło na dostęp do aparatury badawczej, rozszerzyło horyzonty, a także było dodatkowym źródłem dochodów.

Możemy też obserwować bardzo pozytywne zjawisko pojawienia się w ostatnich latach instytucji i nieformalnych grup analizujących bieżącą sytuację szkolnictwa wyższego, a także przedstawiających propozycje reform. Poza jednostkami rządowymi, Radą Główną Szkolnictwa Wyższego, czy Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich, można wymienić Polskie Forum Obywatelskie, Niezależne Forum Akademickie kierowane przez niezmordowanego Józefa Wieczorka, a także Forum Integracyjne Academicus Poloniae, w którym znaczną rolę odgrywają polscy naukowcy pracujący za granicą. Propozycje zmian formułują także studenci, na przykład za pośrednictwem Parlamentu Studentów Rzeczpospolitej Polskiej.

Reforma szkolnictwa wyższego w Polsce jest niezbędna. Nie ma wątpliwości, że nie będzie łatwa. Dotyczy tak wielu osób i materii tak delikatnej. Trzeba liczyć się z oporem części studentów obawiających się pogorszenia swojej sytuacji, a także części środowiska akademickiego, które nie chce tracić nabytych wcześniej przywilejów, a szczególnie stabilności zatrudnienia. Jednak nie podjęcie tej reformy bądź, na skutek nacisków różnych grup interesów, połowiczne tylko jej przeprowadzenie, będzie nam grozić zapaścią cywilizacyjną na wielką skalę.
======================================

Tekst powstał w ramach przygotowań do III Kongresu Obywatelskiego — pod auspicjami Polskiego Forum Obywatelskiego.

Skrócona wersja tekstu ukazała się w Rzeczpospolitej (26.02.2008 r.) pod tytułem "Polskie uniwersytety potrzebują reanimacji"

Prof. Andrzej Jajszczyk pracuje w Katedrze Telekomunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.048 | powered by jPORTAL 2