Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Mobbing uczelniany
Tajne teczki UJ, ...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 5


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Reforma Kudryckiej > Powrót polskiej nauki na Zachód

Cezary Wójcik

Powrót polskiej nauki na Zachód


Zespół d/s Reformy Systemu Nauki oraz Reformy Szkolnictwa Wyższego powołany przez minister Barbarę Kudrycką przedstawi w środę 16 kwietnia czasie swoje rekomendacje premierowi Donaldowi Tuskowi w czasie jego spotkania z przedstawicielami środowiska naukowego.

Niestety, w skład ministerialnego zespołu ekspertów weszli jedynie uczeni polscy pracujący w kraju, do tego sami przedstawiciele lobby profesorskiego. Zabrakło przedstawicieli środowiska doktorów, studentów oraz polskich naukowców pracujących poza granicami kraju.

A czego obawiają się profesorowie? Powiedział to wprost na łamach „Przeglądu” prof. dr hab. Adam Chmielewski: „Celem tych reform jest to, abyśmy my, profesorowie, zamiast pracować naukowo, zostali zapędzeni do wyścigu szczurów o pieniądze "w trybie grantowym", choć wysiłek i czas, jakich wymaga sukces w tym wyścigu, nie pozostawia czasu na autentyczną pracę naukową.” Tymczasem tak właśnie we współczesnym świecie wygląda praca naukowa.

Ponieważ Józef Wieczorek wezwał na łamach „Rzeczpospolitej” (Rzeczpospolita”, 8.04. 2008), ażeby do procesu reformy nauki i szkolnictwa wyższego włączyli się polscy uczeni „zagraniczni”, przygotowałem w kilku najważniejszych punktach główne założenia, które powinny być brane pod uwagę przez każdy rząd planujący na serio wziąć się za reformę nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce.

Każda reforma wymaga zainwestowania pieniędzy, co jednak w przyszłości przynosi oszczędności i lepsze wykorzystanie zainwestowanych środków. Minimalistyczna wersja reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego bez znaczącego zwiększenia nakładów w budżecie musi doprowadzić do likwidacji części państwowych uczelni, jeżeli nie uzyskają one finansowania z innych źródeł (np. pod postacią czesnego od studentów).

Aby system był efektywny, środki na naukę muszą być rozdzielane nie wg. socjalistycznej zasady głoszącej, że każdy ma jednakowy żołądek, lecz powinny trafiać do najlepszych na drodze wolnej konkurencji. Naszego kraju nie stać, ażeby na każdej spośród licznych państwowych uczelni uprawiano badania naukowe na światowym poziomie.

Dlatego powinny być wyłonione dwie lub trzy uczelnie - centra doskonałości, na których skupiać się będzie większość badań naukowych i studiów doktoranckich. Uczelnie te powinny wchłonąć najlepsze instytuty Polskiej Akademii Nauk. Sam PAN powinien zostać rozwiązany jako relikt PRL-u, a Polska Akademia Umiejętności powinna zająć jego miejsce w roli prestiżowego stowarzyszenia uczonych.

Tylko najlepsze uczelnie będą miały szanse zatrudnić najlepszych naukowców, zdolnych zdobyć wielomilionowe europejskie granty badawcze. Tylko takie uczelnie stać będzie na najnowszą aparaturę badawczą i odpowiednią infrastrukturę. Wokół takich uczelni powinny powstać specjalne obszary gospodarcze zachęcające do inwestowania w sektory nowych technologii na pograniczu biznesu i świata akademickiego.

Pozostałe uczelnie powinny zostać sprowadzone do roli wyższych szkół zawodowych, odpowiedników amerykańskich collegów, nadających jedynie tytuły licencjata i magistra bez prowadzenia ambitnych badań naukowych. Może się to dokonać na drodze swobodnej konkurencji, lub też poprzez podjęcie decyzji administracyjnej. Choć na świecie bywa tak, że najlepsze uczelnie położone są z dala od wielkich miast, w warunkach polskiego deficytu infrastruktury jedynie uczelnie zlokalizowane w największych miastach będą gwarantowały odpowiednie zaplecze logistyczne.

Większość środków przeznaczonych w budżecie na naukę powinna być rozdzielana w otwartych konkursach grantowych, a nie według ministerialnego widzimisię, jak to ma miejsce obecnie, kiedy jedynie ok. 16% środków przeznaczonych na naukę rozdzielane jest w konkursach. Były to założenia leżące u podstaw powołania Komitetu Badań Naukowych na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Niestety, założenia te zostały zaprzepaszczone a sam KBN zlikwidowany. Konkursy grantowe powinny podlegać komisyjnej kontroli z udziałem naukowców zagranicznych, celem wyłonienia tych projektów, które rzeczywiście są najlepsze. Tylko taki system będzie wynagradzał i promował najlepszych naukowców, minimalizując wpływy różnych klik i układów.

Uczelnie muszą być zarządzane w sposób efektywny, gwarantujący im osiągnięcie jak najlepszych wyników. Demokratyczne wybory władz rektorskich i dziekańskich nie zapewnią takiego funkcjonowania. Które przedsiębiorstwo przetrwałoby na rynku, gdyby jego dyrekcja wyłaniana była przez powszechne głosowanie pracowników i klientów, a nie poprzez radę akcjonariuszy? Tymczasem akcjonariuszami uczelni publicznych jest całe społeczeństwo, które łoży na ich utrzymanie, lecz zarządzane są one wyłącznie przez pracowników i studentów.

Nic dziwnego, że władze uczelni nie są zainteresowane żadnymi reformami, które nie spodobałyby się ich elektoratowi. Zarządzanie uczelniami powinny przejąć wzorem uczelni anglosaskich Rady Regentów składające się z osób zaufania publicznego mianowanych przez państwo i samorząd terytorialny. Rektor i Dziekani powinni być wyłonieni na drodze konkursów na czas nieograniczony i odpowiedzialni przed Radą Regentów. Senat uczelni jako jedyne ciało demokratycznie wybrane pełnić powinien jedynie rolę doradczą i pomocniczą. Tylko taka organizacja zapewni dokonanie niezbędnych, nieraz bolesnych reform oraz efektywne funkcjonowanie uczelni w warunkach ostrej konkurencji zarówno o studentów, jak i o środki na badania.

Należy jak najszybciej zlikwidować archaiczną hierarchię związaną z habilitacją i tytułami profesorskimi nadawanymi przez prezydenta RP. Profesura powinna być tylko i wyłącznie określeniem stanowiska uczelnianego.

Po ukończeniu doktoratu i trwającym kilka lat okresie zatrudnienia czasowego jako tzw. postdok w kraju i poza jego granicami, kandydat na profesora powinien stanąć do otwartego konkursu, gdzie pod uwagę wzięto by jego dorobek naukowy. Najlepszy kandydat dostałby na okres sześciu lat stanowisko profesora pomocniczego oraz środki na rozkręcenie własnego laboratorium do czasu, aż będzie on w stanie zdobyć własne granty badawcze.

Po wstępnym okresie sześciu lat, profesor pomocniczy oceniany byłby przez specjalną komisję uczelnianą z udziałem zewnętrznych ekspertów. W razie pozytywnego wyniku tejże oceny, kandydat dostawałby promocję na profesora nadzwyczajnego oraz tenurę, czyli względnie stały kontrakt. Rozwiązanie takiego kontraktu mogłoby nastąpić jedynie wówczas gdyby pracownik naukowy nie wypełniał swoich zobowiązań lub znacząco naruszył normy zawodowe (np. plagiaty, przekupstwo itp.).

Co sześć lat specjalna komisja z udziałem ekspertów zewnętrznych rozpatrywałaby czy wskazany jest awans na stanowisko profesora zwyczajnego. Nad tym, aby komisje uczelniane działały w sposób rzetelny, nie dyskryminujący kandydatów, czuwałby specjalny mediator - ombudsman akademicki.

W tym nowym systemie nie byłoby miejsca dla Centralnej Komisji d/s Stopni i Tytułów Naukowych. Doprowadziłoby to do tego, że małe prywatne uczelnie nie musiałyby już zatrudniać figurantów, których jedynym walorem jest profesura lub habilitacja, choćby uzyskana na WSNS przy KC PZPR. Takie uczelnie mogłyby nazwać się uniwersytetami, do woli mianować profesorów i promować doktorów, jednakże na rynku pracy dyplom uczelni, która nie trzymałaby standardów edukacyjnych i naukowych, znaczyłby dużo mniej, niż dyplom uczelni dbających o poziom nauczania.

Zmianom tym powinna towarzyszyć zwiększona mobilność naukowców, tak by naukowcy o wysokim poziomie byli aktywnie rekrutowani przez uczelnie lepsze i zasobniejsze na podstawie kryteriów merytorycznych a nie na podstawie kryteriów genetyczno-towarzyskich.

Oczywiście, niezbędnym warunkiem mobilności naukowców musi być zapewnienie im na tych najlepszych uczelniach płacy i warunków pracy na światowym poziomie. Wybór pozycji profesora w Krakowie czy Warszawie musi być konkurencyjny wobec profesury w Kolonii czy Nowym Jorku. W początkowym okresie wprowadzania reformy należałoby wręcz wymusić mobilność zakazując podjęcia pracy na tej samej uczelni na której ukończyło się studia doktoranckie przez okres kilku kolejnych lat.

Zarysowane przeze mnie założenia reformy oparte są na przyjętym w świecie systemie anglosaskim dostosowanym do polskich warunków. Nie jest to system idealny, ale lepszego nie wymyśłono. Jestem zwolennikiem jak najmniejszej ilości regulacji i zdania się na niewidzialną rękę wolnego rynku.

Ponieważ w Polsce wciąż brak bogatych darczyńców i fundacji charytatywnych skłonnych inwestować w naukę, rola państwa w finansowaniu badań naukowych pozostanie wciąż bardzo duża, jednak zmieni się diametralnie sposób rozdzielania środków, co doprowadzi do ich efektywniejszego wykorzystania.

Tylko taka radykalna reforma złamie post-PRLowskie układy i rozpędzi bizantyjskie dwory na polskich uczelniach przywracając tę ważną dziedzinę życia publicznego w krąg cywilizacji zachodniej.



Cezary Wójcik

przewodniczący Rady NFA (www.nfa.pl)

dr hab.n.med., były adiunkt AM w Warszawie,

profesor pomocniczy Indiana University School of Medicine, Indiana, USA

--------------

Tekst zamieszczony takze  pod adresem:

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75402,5144440.html

w Bloku Gazety Wyborczej: Habilitacje do likwidacji - listy do redakcji

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.063 | powered by jPORTAL 2