Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Darmowy program a...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 4


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Finanse a nauka > Na naukę nie ma pieniędzy cz.2 - publish or perish

Józef Wieczorek

Na naukę nie ma pieniędzy cz.2 - publish or perish



Jasne, publikuj albo zgiń ! Dobre sobie. Jedni publikują i żyją sobie dobrze, inni publikują i giną. Nie ma więc jasnych związków przyczynowych między publikowaniem a istnieniem ! Niech no tylko ktoś napisze tekst :

  • Kilka uwag krytycznych ...

  • ocena krytyczna...

  • komentarz krytyczny...

i jego szanse na utrzymanie się w korporacji akademickiej maleją do zera ! Publish and perish ! - jeśli masz dość tego świata.

No oczywiście można inaczej :

  • Pochwała genialnej idei profesora ....

  • Ku czci i chwale geniusza epoki ...

  • O Największym z Wielkich...

I wtedy sprawy mają się inaczej. Można publikować i można żyć, a nawet trzeba publikować aby żyć dobrze.

Niestety niektórzy biorą naukę na serio, bo w młodości sobie zakodowali, że nauka to poszukiwanie prawdy, no i brną w tych przekonaniach, aż giną z pola widzenia po opublikowaniu kilku krytyk. Pozostali wolą przyjemniejsze życie ze strusiówką podręczną,

ze zgiętym kręgosłupem i produkują niezliczoną ilość prac „Ku czci ..”. Pozyskanie pieniędzy na takie prace nie sprawia żadnej trudności.

Publikacje są na ogół uważane za bardzo ważny element dorobku naukowego i instytucjonalnego. Jakkolwiek jeszcze nie u nas, bo u nas dorobek naukowy często jest jakby wstydliwie ukrywany i to nie tylko w naukach społecznych, ten z czasów PRLu . Co prawda coraz częściej słyszymy o potrzebie bibliometrii, o obiektywnej ocenie produkcji naukowej, ale praktyka jest jaka jest. Zresztą jest w co wątpić, bo bez kontekstu żadna statystyka obrazu prawidłowego nie daje.

Mamy przykłady, ze naukowcy niefinansowani mają większy dorobek od finansowanych, ale ten się nie liczy, jeśli jest uzyskany poza etatem. Ba, nawet jest źle widziany bo podważa 'autorytet' etatowców mających trudności z opublikowaniem czegokolwiek poza swoją manufakturą.

Ale i o etatowcach nie zawsze można źle mówić - bo co ma zrobić człowiek jak jest dyrektywą 'przyłożonych' zmuszany do publikowania w rodzinnych czasopismach, dostarczających środków dla zaradnych rodzin akademickich.

Niech no tylko go zidentyfikują, że publikuje nie tam gdzie trzeba, np. w jakiś zachodnich biuletynach nie przynoszących żadnych zysków dla szefostwa. Nieprzydatność do pracy w instytucie – murowana. Oczywiście jak ktoś zostanie tak wyrejestrowany, to po latach i indeksy bibliometryczne mu spadną. Bo niby jak ma ma być inaczej – bez warsztatu pracy nie da się być potentatem. A jak szefostwo, finansowane z kieszeni podatnika, nagra sobie jakiegoś swojego publikującego, to im wszystkie wskaźniki pójdą w górę i nawet mogą przeskoczyć statystycznie – wyrejestrowanego ( dawniej naukowo zbyt aktywnego, później bezetatowca, czasem bezdomnego ..)

Tak więc bez kontekstu nie da się bibliometrycznie określić, czy ktoś dla nauki ma bilans pozytywny, czy negatywny.

Wszystkie te dysputy ocenne, scjentometryczne, obrazo – czy profesoro - bórcze i tak biorą w łeb, nie są warte funta kłaków, wobec faktu nieprzydatności literatury naukowej do jej gromadzenia w bibliotekach i ujawniania czytelnikom – potencjalnym autorom kolejnych publikacji mierzonych scjentometrycznie, ale i mierzonych także złowrogim okiem władz instytutowych, a tym bardziej bibliotecznych.

Brak zainteresowania bibliotek gromadzeniem literatury naukowej jest wysoce znamienny, ale jeszcze bardziej znamienne są postulaty wyrzucania literatury naukowej na makulaturę.

Jednym słowem, to jakby zamiast postulatu - naukowego - Bądź naukowcem ! Publikuj albo zgiń !, preferowano postulat socjalny: Bądź człowiekiem. Publikuj, bo zginą zbieracze makulatury ! Niby postulat szlachetny, ale nie do końca !

Czy literatura naukowa jest w jakikolwiek sposób przydatna dla nauki ? czy zwróci uwagę kogokolwiek ? to jest jak widać sprawa wątpliwa.

Niewątpliwie jednak literatura naukowa wyrzucona na śmietnik zwróci uwagę zbieraczy makulatury, którzy może dzięki temu kupią sobie jakąś bułkę, albo i kawałek kiełbasy. Ale czy produkowanie literatury naukowej - która po ew. ocenieniu bibliometrycznym, socjologicznym, psychologicznym producenta, służyć będzie na dobre tylko zbieraczom makulatury - jest najlepszym sposobem wydawania publicznych pieniędzy ?

Zatrudnianie tylu naukowców, budowa tylu uczelni, zakupy tylu komputerów itd. itp głównie po to aby wyprodukować potrzebne do rozliczeń nakładów/wydatków publikacje, które tak naprawdę będą służyć głównie do utrzymania się przy życiu zbieraczy makulatury ?!. Przecież gdyby te pieniądze od razu przeznaczono, powiedzmy na zasiłki dla tych zbieraczy, to oni by mieli nie tylko na bułki i napoje, ale na pałace !!!

Jednym słowem - produkcja literatury naukowej to jest zbyt kosztowny sposób utrzymywania zbieraczy makulatury przy życiu.

Jak widać, potrzebna jest kompleksowa, zrobiona z głową, reforma całego systemu, bo inaczej pożądany wzrost nakładów finansowych na naukę, nie przełoży się na większą przydatność nauki dla społeczeństwa.

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.027 | powered by jPORTAL 2