Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 4


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Listy > Dlaczego podpisałem list w sprawie niemerytorycznych ocen pracowników nauki

Waldemar Korczyński


Dlaczego podpisałem list w sprawie

niemerytorycznych ocen pracowników nauki


Chyba gdzieś tak w latach 70-tych jeden z pracowników sporej polskiej uczelni jako jedyny w swoim instytucie nie brał jeszcze urlopu na „ukończenie pracy doktorskiej”. Inni brali, ale z doktoratami było różnie; byli i tacy co i po 10 latach od urlopu doktoratu nie obronili. Wspomniany pracownik napisał więc prośbę o urlop i uczciwie napisał uzasadnienie; „bo wszyscy inni już mieli”. Do dziś nie pojmuję dlaczego został strasznie opieprzony i jako JEDYNY w tym instytucie urlopu „doktorskiego” nie dostał.

To naprawdę nie jest dowcip, a historia długo komentowana była w środowisku, bo facet otwarcie mówił, że zrobił to „dla jaj”. Czy gość nie mógł jednak mieć trochę racji? Starał się, de facto, o forsę podatnika, którą inni w podobnej do jego sytuacji otrzymali i skonsumowali. Teoretycznie powinni chyba zwrócić, ale nikt się wtedy takimi duperelami nie przejmował.

Nie pamiętam, niestety, jak stanowiła ówczesna Konstytucja, ale dzisiejsza w jednym z artykułów stanowi coś tam o równości obywateli wobec prawa czy jakieś takie podobnie brzmiące stwierdzenia. Tak się składa, że ja znam osobiście człowieka, którego przedhabilitacyjny dorobek jest według wszelkich znanych mi metod oceniania „parametrycznego” mniejszy, a przynajmniej nie większy od dorobku dr Migalskiego.

Chodzi o profesora dr habilitowanego Andrzeja Szplita, który pełnił w kieleckich uczelniach wiele ważnych funkcji, w tym był wieloletnim zastępcą dyrektora Instytutu Zarządzania w Wydziale Zarządzania i Administracji Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach (obecnie Uniwersytet Humanistyczno – Przyrodniczy im Jana Kochanowskiego w Kielcach) ds. nauki. Wspomniany profesor w okresie między doktoratem a habilitacją wykonał 12 polskojęzycznych prac naukowych w Zeszytach Naukowych Politechniki Świętokrzyskiej, dwie w NRD (w tym jedna jako niepublikowane sprawozdanie ze stażu) oraz – z pozycji eksperta Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego – 4 prace popularno naukowe w lokalnej, codziennej prasie kieleckiej.

Habilitację pt. Die qualitativ neue Aufgaben der Wohnungsbaugenossenschaften unter der Bedingungen der Intensivierung dargestellt am Beispiel der VR Polen und der DDR obronił w berlińskiej Hochschule fuer Oekonomie na poczatku listopada 1989 roku.

W książce Leksykon przedsiębiorcy (Kielce, 1998) pod jego redakcją naukową notka biograficzna prof. Szplita zaczyna się następująco „Szplit Andrzej odgrywa poważną rolę wśród grona współczesnych ekonomistów i działaczy zajmujących się problematyką organizacji i zarządzania. ...” i podaje (ta notka, oczywiście) następujące polskie tłumaczenie tytułu rozprawy habilitacyjnej: „Porównywalne badania efektywności inwestycji mieszkalnictwa w krajach europejskich”.

Ja nie jestem germanistą, ale po mojemu to cześć główna frazy w tytule niemieckim (Aufgaben – tu chyba zadania) w tytule polskim nie występuje w ogóle, VR Polen to PRL, a DDR to zwykły enerdówek, których też po polsku zabrakło.

Z kolei główna cześć wersji polskiej (badania – niem. Untersuchungen, Forschung lub z „anglofrancuskiego” Researches) jest nieobecny w wersji niemieckiej podobnie jak i niemieckie odpowiedniki słów inwestycje (Investition, Intvestierung nie Intensivierung, w tym kontekście chyba Investitionen) czy kraje europejskie (europaeische Laender).

Przypadkowa pomyłka jest raczej wykluczona, bo poza tym, że prof. Szplit był redaktorem naukowym książki, to odpowiedzialnym za sprawy związane w tej książce z językami obcymi był syn profesora Szplita, Marcin Szplit. Prawdopodobieństwo, że obaj by tego nie zauważyli jest bliskie zeru. Ale być może to mój niemiecki jest na tak skomplikowane tytuły za słaby, co sugerował na forum dyskusyjnym GW jeden z broniących profesora Szplita dyskutantów. Ocenę trafności tłumaczenia pozostawiam więc Państwu.

Nie jestem też w stanie ocenić znajomości języka polskiego przez niemieckojęzycznych członków stosownych komisji, ani znajomości typowej dla ekonomii niemczyzny przez dwóch polskich recenzentów. Nie znam w szczególności ani żadnych polskojęzycznych prac będących w tej komisji Niemców, ani niemieckojęzycznych prac z zakresu ekonomii obecnych tam Polaków.

Obaj polscy recenzenci byli wówczas przełożonymi ówczesnego doktora Szplita. Jeden zajmował się chyba mechaniką maszyn budowlanych, a drugi, zdaje się, mechaniką gruntów. Recenzje pracy nie są ogólnodostępne; mam pisemne stwierdzenie władz następczyni HfOe (samą tę uczelnię Niemcy po zjednoczeniu wcielili do jednej z wyższych szkół zawodowych), że można je uzyskać tylko za pisemną zgodą prof. Szplita.

Ponieważ profesor Szplit pełnił przez długi czas wiele kierowniczych funkcji, organizował wiele konferencji naukowych i, jak już wspomniałem, był wieloletnim zastępcą dyrektora instytutu ds. nauki, więc nie ma żadnych powodów, by sądzić, że z jego habilitacją mogłoby być cokolwiek nie w porządku. Gdyby tak było, to jako człowiek etosu naukowca na pewno nie podjąłby się pełnienia tych funkcji, bo w polskim obyczaju naukowym nie ma tradycji kierowania jednostkami naukowymi przez niespecjalistów ze stosownej dziedziny.

Tak więc opisany wyżej dorobek musi być – przynajmniej punktowo (a innych ocen chyba nie stosujemy) – do habilitacji wystarczający. Na jakiej zatem podstawie miałbym dorobek dr Migalskiego oceniać (punktowo) jako niewystarczający?

Dlatego też uważam, że rady naukowe, do których zwracał się z prośbą o otworzenie przewodu habilitacyjnego dr Migalski, popełniły – być może z powodu przeciążenia pracą – błąd i podpisuję apel, aby błąd ten naprawić.

Nie podzielam w szczególności poglądów o politycznym jakoby charakterze sprawy i jestem przekonany, że jest to po prostu zwyczajne przeoczenie, które naprawione zostanie szybko i sprawnie ku zadowoleniu wszystkich zainteresowanych, którzy podziękują nam za zwrócenie na ów błąd uwagi.

Żart? Niekoniecznie. Dominującą dziś postawą większości reformatorów – nie tylko nauki – jest eksponowanie czegoś w rodzaju zasady, iż prawo nie działa wstecz. Róbmy zatem reformy, ale tak, by nie naruszać niczyich uprawnień, bo reformy wstecz działać nie mogą.

Często mówi się też nie tylko o ograniczeniach czasowych, ale również „dziedzinowych”; róbmy porządek w jednej dziedzinie, bo to się dziś daje zrobić, a jak coś jest za trudne, to odłóżmy to na później (jakiś grecki kalendarz chodzi mi tu po głowie). Analogia do prawa jako zbioru „reguł gry” jest tu chyba trafna.

Problem w tym, że takie reformowanie dzieli natychmiast graczy na dwie kategorie; tych którym się „udało” i nieszczęsną resztę, która musi grać według nowych, ostrzejszych, reguł. Tak gra się np. w przypadku rozmaitych zawirowań politycznych, gdzie zasadnicza nawet zmiana skutkuje swoistą amnestią w stosunku do dawnych elit. Coś takiego chyba już przerabialiśmy.

W tym miejscu pojawia się oczywiste pytanie jak dokonywać koniecznych przecież korekt kwalifikowania ludzi do elit bez „wyrzynania” elit poprzedniego systemu. To jest chyba główny argument zwolenników reform „bez oglądania się wstecz”. Otóż amnestia nie oznacza zachowania status quo.

Myślę, że nikt ze zwolenników ujawniania dokonań dzisiejszych elit nie ma zamiaru oceniać tych elit literalnie według współczesnych kryteriów; to tak, jakby porównywać dzisiejszych narciarzy z Tonim Seilerem, który o współczesnych nartach nie mógł nawet pomarzyć. Nie o to chodzi.

Rzecz w tym, że włażenie do wieży z kości słoniowej jest z jednej strony drażniące, a z drugiej po prostu śmieszne, gdy łatwo jest podważyć legitymację do zasiadania w takim miejscu.

Ja, naprawdę, nie uważam, by wspomniany wyżej profesor Szplit uzyskał stopień naukowy nieetycznie lub z naruszeniem prawa. Nie sądzę też, by był w środowisku jakimś szczególnie nieetycznym wyjątkiem. Chodzi o to, że wytworzona przez media i postawę dużej części środowiska (chyba, bo ja innych powodów nie znajduję.

Jeśli się mylę i ktoś mi to wykaże, to przeproszę. Atmosfera społecznego odczucia jakiejś specjalnej odrębności naukowców i dużego zaufania społecznego do tej grupy ludzi (w badaniach opinii społecznej naukowcy lokują się na bardzo wysokim miejscu) niszczy przejrzystość w zasadniczych dla środowiska sprawach.

Powoduje to z jednej strony obawy przed ujawnianiem nawet niewielkich, a często wyimaginowanych braków, a z drugiej generuje niekiedy próby zamykania ust ludziom, którzy usiłują – często bez jakichkolwiek personalnych odniesień – coś o porównywaniu naukowców mówić lub są o takie zamiary posądzani.

Ten ostatni przypadek znam z autopsji; nigdy nie wpadłbym na pomysł pisania na te tematy, gdyby mnie o to nie posądzono. Z tą alergią na zaglądanie do świata nauki przez „profanów” coś trzeba zrobić. Ja metody nie znam, ale wydaje mi się, że podpisanie listu w sprawie Marka Migalskiego może być krokiem we właściwym kierunku.

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.038 | powered by jPORTAL 2