Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Darmowy program a...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 11


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Varia > Pytania do przyszłych europosłów, czyli trochę fantastyki

Waldemar Korczyński


Pytania do przyszłych europosłów,

czyli trochę fantastyki


Tekst poniższy pisałem z myślą o eurowyborach, ale po przeczytaniu doszedłem do wniosku, że pasuje i do elit naukowych. Wystarczy do słowa „elita” dopisać wszędzie słowo naukowa. Jaja będą takie same.


Oglądałem przed chwilą kolejny występ naszych „gadających głów” w jakimś programie publicystycznym. Każda dowodziła, że to jej właśnie kumple mają pomysł na poprawę sytuacji Polaków poprzez zwiększenie naszego kawałka unijnego tortu. Gadała też, że to oni właśnie są tymi najbardziej moralnymi i godnymi zaufania wyborców.

Myślę, że coś podobnego bredzą swym wyborcom kandydaci na europosłów z pozostałych krajów Unii. Sondaże pokazują, że polscy wyborcy w szczerość tych zapewnień za bardzo nie wierzą, bo na wybory się raczej nie wybierają. Namaszczeni przez swe partie „reprezentanci narodu” (dokładniej to chyba 13% narodu) wybrani jednak zostaną i kolejny raz uczynią nam tyle samo dobrego.

Czy to się da zmienić? Problem jest równie stary jak demokracja, którą już w starożytnej Grecji nazwano „rządami hien nad osłami”. A chodzi o to, że owe hieny kontroli zewnętrznej nie podlegają i „na co dzień” kontrolują się same. Wybierać się jeszcze same nie mogą, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Jak społeczeństwo totalnie wybory oleje i liczba aktywnych wyborców równa będzie liczbie kandydatów, to cel zostanie osiągnięty. W obowiązującym dziś paradygmacie sprawowania władzy nie ma, niestety, recepty na poprawę. Nawet 100% frekwencja wyborcza niczego nie poprawi. Nie poprawi też niczego wybranie – gdyby nawet było to możliwe – ludzi najbardziej nawet uczciwych i kompetentnych. Po krótkim czasie posiadana władza ich zdemoralizuje.

Ten „eksperyment” powtarzano wielokrotnie. Zarówno „in vitro” w uniwersytetach („więźniowie” i „strażnicy”), jak i w naturze, na wielu społecznościach. Rozwiązań idealnych nie ma, ale może warto spróbować zminimalizować możliwości psucia się elit poprzez rezygnację z iluzji, iż potrafią one oczyszczać się same.

Dzisiejsze elity, to ludzie uwikłani w skomplikowany system powiązań, uzależnień i Bóg jeden wie czego jeszcze.

System ten, wbrew pozorom i zapewnieniom samych elit funkcjonuje jako całość i zazwyczaj broni każdego ze swych członków, bo jego „wyłuskanie” postawić może innych członków elity w niekorzystnej sytuacji. Dla ratowania twarzy (i tyłka) poświęca się niekiedy jakieś jednostki. Najlepiej nuworyszy lub takich, którzy wpadli na pomysł ujawniać elitowe przekręty. O tym kogo poświecić decydują, poprzez wyspecjalizowane instytucje społeczne (prasa, urzędy, wymiar sprawiedliwości, itp.) same elity. I to należałoby zmienić.

Chodzi o wypracowanie jakiejś formy bezpośredniego kontrolowania elit przez społeczeństwo. Dziś skuteczną (tzn. skutkującą usunięciem z elity, jeśli jest to ocena negatywna) oceną postępowania członka elity zajmuje się sąd, czyli cześć elity. Ocena ta w praktyce nie jest prawie nigdy uzasadniana w taki sposób, by normalny człowiek był to w stanie zrozumieć. Co więcej nie jest to ocena możliwa do jakiegokolwiek obiektywnego sprawdzenia, bo nie jest sformalizowana.

Dotyczy to nie tylko Polski. Ja – trochę dla jaj, bo w zainteresowanie kandydatów takim tematem nie wierzę – usiłowałem zadać dwóm kandydatom na europosłów pytanie czy zamierzają coś z tym zrobić. Nie udało mi się, bo dyskusja panów kandydatów się nie odbyła. Jednemu jednak pytanie wręczyłem.

Przekazałem je też kilku innym osobom. Efektów nie znam. Niżej załączam moje pytanie. Może ktoś z Państwa przekaże je swoim kandydatom? Tak naprawdę, to jest to również pytanie o to, po co się taki kandydat do Europarlamentu wybiera. Zamieszczony konkretny przykład funkcjonowania proponowanego rozwiązania jest, oczywiście, bardzo lokalny.

Podejrzewam, iż potrafią Państwo z łatwością skonstruować „na to samo kopyto” równie lokalny przykład z własnego regionu. Ciekawe byłyby – może równie lokalne – odpowiedzi.


A oto moje pytanie.


Teza Społeczeństwo nie ma zaufania do elit, ani do sposobu ich wyłaniania i funkcjonowania. Elity utraciły – BEZPOWROTNIE – zdolność samooczyszczania i pozostają poza kontrolą wybierającego je społeczeństwa. Zamiast bezsensownie naprawiać elity poprzez próby poprawy działania ich mechanizmów samooczyszczających (samorządy korporacyjne np. Krajowa Rada Sądownicza, Komisje Etyki Poselskiej itp.) należy wypracować mechanizmy permanentnej i skutecznej kontroli elit przez społeczeństwo BEZ POŚREDNICTWA KORPORACJI I SĄDÓW POWSZECHNYCH. Te ostatnie powinny jednak karać za nieprawidłowości w funkcjonowaniu wspomnianej wyżej kontroli.


PYTANIE 1. Czy widzi Pan potrzebę zmiany obecnego sposobu funkcjonowania elit wybieralnych? Chodzi o urealnienie zasady demokracji tj. „rządów ludu”, który to lud ma o elitach zdanie fatalne (por. np. badania stopnia zaufania do instytucji „zaufania społecznego”, np. wymiaru sprawiedliwości).


Poszerzenie i uzasadnienie. Obecny paradygmat funkcjonowania elit wybieranych (parlament, samorządy, wybieralne funkcje kierownicze w instytucjach państwowych) oraz elit z mianowania (wojewodowie, sędziowie, prokuratorzy i inni funkcjonariusze państwowi) zakłada w zasadzie pełną autonomię tych elit w okresie kadencji. Mówimy o realiach, więc proszę nie przywoływać ani instytucji nadzoru (np. premiera nad wojewodami) ani samorządów korporacyjnych (np. sędziowskich). Powoduje to m.in.

  • coraz większą alienację elit

  • petryfikację relacji należenia do elity; tzw. karuzela stanowisk, z której się nie spada. Ludzie zmieniają tylko miejsca w elitach, ale z nich nie wypadają. Walka o utrzymanie miejsca w elicie prowadzona jest wszelkimi dostępnymi metodami co stopniowo nadaje elitom charakter mafijny. Nie twierdzę, że elity to mafia, a tylko to, że istnieje poważne zagrożenie iż się nią staną (nb. jak daleko jesteśmy – według Pańskiej opinii – od państwa opisywanego przez Orwella?). W społeczeństwie powszechne jest odczucie swoistego spisku elit, które markują tylko walkę polityczną, a tak naprawdę tzw. twardy rdzeń wszystkich elit jest społeczeństwu nieznany i jest poza prawem. Ludzie maja niekiedy odczucie, iż są manipulowani przez stałe, zawsze „dobrze ustawione”, elity dbające o własny tylko interes.

  • erozję normalnych funkcji Państwa, które staje się dla elit narzędziem utrzymywania swej – nie narodu, ale elit właśnie – władzy. Państwo przeradza się w organizację mafijną (Nie twierdzę, że już się przekształciło, ale jest chyba na dobrej drodze. Od wielu lat, niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej)


PYTANIE 2 (UZUPEŁNIAJĄCE) Czy byłby Pan za urealnieniem zasady większej odpowiedzialności i mniejszej ochrony prawnej elit? Można to uczynić poprzez przyjęcie zasady (por. opis niżej), iż publiczne wykazanie ewidentnego naruszenia określonych przepisów powoduje natychmiastową, automatyczną, bez konieczności żmudnych dochodzeń sądowych utratę stanowiska i wszelkich przywilejów, w szczególności immunitetu (który najlepiej byłoby zlikwidować), chyba, że obwiniony w rozsądnym terminie uzna swój błąd i naprawi szkodę. Czy ma Pan zamiar coś takiego promować?


Poszerzenie i uzasadnienie. Teoretycznie zasada ta funkcjonuje i wyraża się np. tym, że członkowie elit są osobami publicznymi i podlegają mniejszej ochronie w zakresie tzw. dóbr osobistych. Chodziłoby jednak o opracowanie listy niezależnych od siebie (aby nie można było nimi manipulować) przepisów, których naruszenie automatycznie wykluczałoby należenie do elity. Za egzekucję odpowiedzialny byłby „przełożony”, np. marszałek Sejmu lub Senatu, minister, premier itp.. Na liście tej powinno się znaleźć np. publiczne kłamstwo (z wyjątkiem obietnic wyborczych, które na ogół nie są traktowane poważnie), wydawanie lub akceptowanie poleceń naruszających prawo i zwykłe, ale ewidentne, naruszanie prawa. Publikujący informację winien wykazać naruszenie prawa poprzez przeprowadzenie dowodu formalnego (zminimalizuje to nadużycia) w oparciu o istniejące przepisy i odpowiadałby karnie za jego poprawność. Obalenie tego dowodu byłoby możliwe również tylko formalnie (standardowy sąd wykonać tego nie potrafi, więc publikujący zarzut też jest chroniony) i byłoby obligatoryjnie upubliczniane. Za poprawność odpowiadałby (też karnie) obalający zarzut. Chodzi o to, że odczucie społeczne jest takie, iż prawo jest – nie tylko w Polsce – „podzielone”; elity mają prawa, a reszta społeczeństwo obowiązki. Zmienić się tego na dobre, oczywiście, nie da, ale można to trochę ograniczyć.


Przykłady działania proponowanej zasady.


A (przykład konkretny). Kojarzony z PiS-em senator z woj. Świętokrzyskiego, Adam Massalski ma m.in. następujące osiągnięcia:

  • Publicznie, na łamach prasy akceptował zakazaną art. 54 Konstytucji RP cenzurę prewencyjną (por. artykuł „Milcz adiunkcie”, Gazeta Wyborcza, edycja kielecka, z dnia 4.02.2003)

  • Jako rektor Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach oświadczył, iż Akademicki Ośrodek Kształcenia w Staszowie nie był częścią tej Akademii, mimo, iż wydał absolwentom tego ośrodka kilka tysięcy własnoręcznie podpisanych dyplomów. Jeśli ośrodek ten nie był częścią Akademii, to przekroczył w ten sposób swe uprawnienia. Jeśli ośrodek był częścią Akademii, to pan Massalski naraził Akademię na kilka milionów strat akceptując umowę, która 2/3 dochodów ośrodka pozostawiała w gestii dyrektora tego ośrodka oraz zarządu i burmistrza miasta Staszowa. W obu przypadkach popełnił przestępstwo. Nb. warto zwrócić uwagę na odpowiedź senatora Massalskiego (por. artykuł „A tak w ogóle wracając do pytań” we wspomnianych niżej „Kontratekstach”), gdzie explicite wskazał, iż w niektórych korporacjach nie ma zwyczaju przepraszania za wyrządzona krzywdę. To dobra ilustracja sposobu funkcjonowania elit.


Oba zarzuty podniesiono publicznie (por. np. Magazyn Internetowy „Kontrateksty” lub portal „Afery Prawa”, gdzie na hasło „Massalski” znaleźć można stosowne teksty) i powiadomiono o tym zainteresowanego. Pan Massalski ani nie odniósł się do tych publikacji, ani nie podjął żadnej próby wyjaśnienia sprawy i naprawienia spowodowanych przez siebie (co najmniej przez zaniechanie) szkód. Gdyby wymienione w pytaniu 2 zasady funkcjonowały nie byłby już senatorem.


B (przykład „ogólny”). Sędzia Sądu Najwyższego, któremu publicznie wykazano błąd formalny (np. logiczny), a który nie odniósł się do tego zarzutu i nie wykazał (również formalnie), że zarzut jest nieuprawniony, powinien natychmiast utracić uprawnienia sędziego. Nie powinno to dotyczyć sędziów niższych instancji, chyba, że błąd dotyczy orzeczenia, od którego nie można złożyć kasacji lub można wykazać, iż sędzia został o tym błędzie powiadomiony przed jego upublicznieniem.

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.05 | powered by jPORTAL 2