Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Darmowy program a...
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 7


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Varia > Wiele jest akademickich obyczajów
 

Waldemar Korczyński


Wiele jest akademickich obyczajów


17 października byłem na poświeconym szkolnictwu wyższemu panelu Forum Obywatelskiego. Mówiono o kilku ciekawych sprawach, ale mnie zaciekawiła koncepcja nowego podziału (stratyfikacji?) uczelni. Miałyby one mieć charakter globalny, krajowy i chyba (jeśli dobrze to zrozumiałem) lokalny.

Terminy „Uniwersytet globalny” i pozostałe padły od panelistów, ale były rozwijane przez uczestniczących w dyskusji ludzi z sali. Być może coś przekręcę, ale idea była chyba taka. Uczelnie „wyższego sorta” publikowałyby w Internecie swe wykłady i materiały do ćwiczeń, a te niższego typu odrabiałyby ze swoimi studentami zadaną w ten sposób pracę domową.

Mnie się ten pomysł podoba, bo w mojej opinii pozwoliłoby to w perspektywie kilkunastu (może kilkudziesięciu) lat wyprostować wiele bardzo skutecznie pogiętych spraw w szkolnictwie wyższym. Chyba zresztą nie tylko u nas.

Na pewno dyplom uczelni mówiłby wtedy więcej niż dziś, selekcja do tzw. pracy naukowej byłaby lepsza (i w konsekwencji naukowcy lepiej by zarabiali) i przede wszystkim same uczelnie dawałyby więcej sensownych wyników, które jakoś by się przekładały na poziom naszego bytowania.

Ja bym jeszcze wprowadził kategorię „krajowy B”, która wyznaczałaby standardy możliwe do zaakceptowania dla masowości kształcenia na poziomie licencjatu, ale sama idea naprawdę mi się podoba. A jednak propozycję uważam za fatalną. Nikt z obecnych nawet się nie zająknął o kosztach społecznych tej imprezy. A byłyby one niemałe. Nie mam ambicji wymieniać wszystkich, ale niektóre chyba warto.

  • Uznawana za „wartość” tzw. naukowa autonomia uczelni stałaby się lipą.

  • Nie jest jasne jak rozstrzygnąć konflikt, jaki może powstać w sytuacji gdy np. z oceny parametrycznej uczelni wynikać będzie zupełnie coś innego niż z oceny stopnia jej globalności przez resztę świata. To może być poważny kłopot. I naprawdę w obie strony. Taki przypadek zresztą mamy. Jeden z naszych uniwerków systematycznie wygrywa (tzn. wygrywają jego studenci) znaczące międzynarodowe „zawody naukowe” (fajną wymyśliłem nazwę, co?), a jest równie systematycznie kiepsko notowany w rankingach międzynarodowych. Ten uniwerek po prostu kształci za dobrze w stosunku do swego miejsca w rankingach. Bezczelność taka, czy co? Ja nawet parę razy o tym pisałem, ale nikt tematu nie podjął.

  • Dywersyfikacja poziomu uczelni wymusiłaby kolejny produkt naszej hipokryzji pt. nowe szaty cesarza. Ponieważ nie będzie chyba odważnych, by utytułowanym ludziom i uczelniom cokolwiek zabierać, więc pojawią się krawcy, którzy naszych cesarzy poubierają w szatki o wdzięcznych nazwach doktor (uniwersytet) badawczy, profesor (instytut) hipernaukowy itp. I ten brak odwagi w odbieraniu nazw przełoży się natychmiast na kombinowanie jakby tu (i słusznie!) odebrać im forsę, ale tak, aby ich nie urazić. W efekcie dobre uczelnie (dobrzy ludzie) dostaną za mało, aby się normalnie rozwijać, a kiepskie będą miały za dużo, by pojąć kim naprawdę są.

  • Aspirujące do bycia globalnymi, czy tylko krajowymi, uczelnie będą musiały jakoś uporządkować swe podwórka. Nie jestem aż tak naiwny, by sądzić, że uczciwie policzą kto jest kim i natychmiast zrobią z tego użytek. Nie naprawią też wyrządzonych szkód i pociągną cały ten – brzydki niekiedy - majdan w swą „globalność”. Ciekaw jestem jednak jak załatwią np. sprawę studiów zaocznych, które w wielu uczelniach (tych „aspirujących”), stanowią nie tylko źródło dochodu uczelni, ale są też niezłą fuchą dla pracowników. Ja rozumiem, że fizyk potrafi zrezygnować z tych dwóch dodatkowych etatów, ale nie jestem pewien jak zareaguje np. spec od zarządzania organizacją rozwoju organizacji nierozwojowych i niedorozwiniętych w warunkach globalnego rozwoju niedorozwoju w popierniczonej organizacji.

Mógłbym tak jeszcze długo, ale nie o to idzie. Rzecz w tym, że nikt nawet nie wspomina jak zrealizować niezły w gruncie rzeczy, i chyba nie nowy pomysł. Mnie się on – jak powiedziałem – podoba, ale nie podoba mi się sposób mówienia o nim. Nie wiem czy podobnie oceniali go inni obecni na sali.

Być może idea jest głupia, a ja czegoś nie zauważyłem i piszę teraz bzdury. Nie upieram się. Ale niech mi ktoś przypomni kiedy to ostatnio jasno mówiono o tzw. społecznych kosztach realizacji pomysłów na naprawę czegokolwiek w szkolnictwie.

Czy tych kosztów nie ma? Bo przecież uczeni to ludzie światli i świadomi, więc nikt im kitu nie wciśnie. I są na tyle etyczni, że na pewno nie będą walczyć o coś, na co nie zasługują. Mamy wspaniałych etyków, speców od pisania kodeksów różnistych i pouczania takich jak ja matołów by miejsce swe w szeregu znali. To nie jest motłoch sprzed budki z piwem w latach 60-tych. To elita elit.

Chcę powiedzieć jasno. Nie uważam, by min. Kudrycka odwagi nie miała. Przeciwnie; sądząc po niektórych Jej pomysłach chyba ma. Ale ja pamiętam jednego uczonego, który powiedział (właściwie, to napisał), że nie ma akademickiego zwyczaju przepraszania za wyrządzone zło. I nie jest to pewnie jedyny akademicki obyczaj, którego nie ma. Czy nie za dużo tych braków?

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.041 | powered by jPORTAL 2