Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 2


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Nowości > Kandyd a.d. 2012, czy skok na kasę?

 Waldemar Korczyński

Kandyd a.d. 2012, czy skok na kasę?

Przeczytałem artykuł min. Kudryckiej („Procent dla nauki”, GW z 16.05.2012) o propozycjach finansowania nauki poprzez rozmaite przepływy forsy z gospodarki. Ja nigdy nie mogłem pojąć jak ideologię tego przepływu środków i niejako „odwrotnego” doń transferu wyników nauki do gospodarki pogodzić można z koncepcją uniwersytetu jako „korporacji nauczanych i nauczających wspólnie poszukujących prawdy”. A na czymś takim opierał swój pomysł na uniwersytet Wilhelm Humboldt, kiedy dwieście lat temu robił w Prusach swoją reformę edukacji.

Warto sobie przypomnieć, jak po tej reformie z zapyziałego naukowo państwa stały się Prusy (również przed rokiem 1870, tj. przed zjednoczeniem Niemiec!) znaczącym ośrodkiem myśli naukowej, by po zjednoczeniu wystrzelić na światowego lidera. Można tu, oczywiście, wypominać mieszankę atmosfery „pruskiego Oświecenia” i niemieckiego Romantyzmu, ale nie kwestionując ich wpływu na naukowy sukces Prusaków zauważyć warto, że w nauce, to początkiem był chyba jednak uniwersytet berliński. Humboldtowska koncepcja uniwersytetu jako jeden z głównych warunków rozwoju nauki wymieniała swobodę naukowca w zakresie wyboru tematyki badań.


Zdaje się, że był to jeden z zasadniczych powodów ustanowienia finansowanego przez Państwo „zawodu” profesora, który mógł „olewać” rozmaite mody i zapotrzebowania przemysłu czy handlu. I ta koncepcja sprawdzała się przez ponad sto lat. To łatwo sprawdzić licząc znaczące, tj. zmieniające jakiś paradygmat, odkrycia naukowe od tamtego czasu do dziś. Ogromna większość powstawała nie tylko przy braku jakiejkolwiek współpracy, ale wręcz w izolacji od dynamicznie rozwijającego się przemysłu. Na jakiej więc podstawie mam sądzić, że ta „współpraca” akurat dziś będzie dla nauki korzystna?


Czytając o amerykańskich sukcesach (por. Sheldon Krimsky, Nauka skorumpowana, PIW, W-wa, 2006) można trochę zwątpić. Mogę od biedy zrozumieć związki z przemysłem tzw. nauk inżynieryjnych „przerabiających” odkrycia naukowe na użyteczne gospodarczo procedury, ale mam w ogóle poważne wątpliwości na ile jest to jeszcze nauka, a na ile jej – szeroko rozumiane – zastosowania. Rozumiem (może, lepiej, przyjmuję do wiadomości), że mocą stosownej ustawy również sztuka, czy kronikarstwo jest nauką (ale może ktoś uczony wskaże jakieś odkryte przez rzeźbiarzy czy kronikarzy prawa naukowe podobne np. do praw fizyki), bo tak się ustawodawcy spodobało.

Jaki ma to związek (jakieś analogie?) z taką np. fizyką pojąć jednak nie mogę. Nie wiem gdzie leży granica między tym, co w inżynierii czy sztuce „naukowe”, a co nie.

A rozróżnienie to ma dla finansowania nauki znaczenie zasadnicze, bo dobrze byłoby dokładnie wiedzieć, co mianowicie „wspierać” ma opisywana w artykule „współpraca”.

Nie znam też, mimo, że pilnie szukałem żadnej dobrej definicji nauki. Wiem jednak na pewno, że taka np. fizyka czy chemia nauką jest, a przygrywanie do tańca u cioci na imieninach nie.


W artykule nie napisano jakie to „dziedziny naukowe” mają być wspierane przez wspomniany w tekście jednoprocentowy odpis od podatku przedsiębiorstw. Chcę wierzyć, że te, co do których nie ma wątpliwości, że są naukowe, a nie „utylitarne”. Sprawa ma wymiar moralny i społeczny, bo ten odpis, to powierzenie w ręce nielicznych szefów przedsiębiorstw całkiem dużej forsy publicznej, na pewno liczonej w miliardach lub setkach milionów. Jeśli mowa jest o finansowaniu wspomnianych „nauk inżynierskich”, to rodzi się natychmiast podejrzenie o umożliwianie przedsiębiorstwom finansowania koniecznych dla egzystencji na rynku, a prowadzonych dziś środkami własnymi, badań ze środków publicznych. Chodzi nie tylko o wykorzystanie sprzętu (np. laboratoriów), materiałów (np. drogich odczynników lub próbek), ale również „siły żywej”, naukowców, którzy mogliby poświęcić swój czas na rozwiązywanie innych, niekoniecznie tak bardzo konkretnych problemów. Mogliby np. więcej czasu poświęcać dydaktyce.

Dla przedsiębiorstw mogą to być gigantyczne oszczędności (nb. może to umożliwić zwalnianie inżynierów, bo ich robotę wykonają – za mniejsze pieniądze – uczelnie), dla uczelni niekoniecznie. Ja chcę wierzyć, że nasi naukowcy to same moralne kryształy przedkładające dobro nauki i etos naukowca („Du holde Kunst in soviel grauen Stunden”) nad wszystko inne.

Chciałbym wierzyć, że obronią mizerny potencjał finansowo – materialny (o mizerii wynagrodzeń poczytać można w artykule „Ile zarabia profesor” w Forum Akademickim z grudnia 2009) naszej nauki przed zakusami pazernych przedsiębiorców. Chcę wierzyć, że polscy naukowcy z oburzeniem odrzucą każdą, najbardziej nawet finansowo kuszącą, propozycję odejścia od swych zainteresowań (a wiem, że je mają, bo nauka polska samymi sukcesami stoi). Chciałbym, ale niektóre fakty (m.in. ostatnie teksty w GW) bardzo mi tę wiarę zamącają.

Nie bardzo też w moją wiarę wierzę, bo choć Woltera za myśliciela wielkiego uważam, to wydaje mi się, że z Kandydem to nieco przesadził. Ot, takie moje osobiste niedopasowanie do niegdysiejszej sytuacji w naszym szkolnictwie wyższym. Nie wiem dlaczego ale Judymów i Siłaczek w nauce akurat nie dostrzegam. Może ja gapowaty jestem za bardzo? A może pomysł na „wsparcie” nauki przez gospodarkę jest na takie błędy odporny?

Dobrze byłoby wyjaśnić to przed jego realizacją, bo w nauce i szkolnictwie wyższym pomysłów na naprawę było już więcej niż budowniczych autostrad, a rezultaty są chyba jeszcze gorsze.

nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.035 | powered by jPORTAL 2