Warning: unlink(online_g/54.36.148.13) [function.unlink]: No such file or directory in /home/nfadddij/www/main.php on line 802
Niezależne Forum Akademickie

www.nfa.pl/

:: 'Reakcje na tekst "Młodzi naukowcy z Polski nie dostaną pieniędzy z UE, czyli o tym jak diabeł ubrał się w ornat i na msze dz
Artykuł dodany przez: nfa (2007-12-10 08:24:03)

'Reakcje na tekst

"Młodzi naukowcy z Polski nie dostaną pieniędzy z UE"

, czyli o tym jak diabeł ubrał się w ornat i na msze dzwoni'


Tekst Cezarego Wójcika Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy z UE

http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4708655.html

także

http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=449

wywołał obfitą dyskusję

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=72541787&v=2&s=0

a polemika autora z wypowiedziami prof. Wiktora Jędrzejczaka oraz neutralny głos w dyskusji zamieszczony przez Prof. Pawła Kisielowa wnoszą wiele do poznania postaw środowiska naukowego w Polsce, dlatego zostały wybrane przez redakcję NFA aby i środowisko skupione wokół NFA bez trudu mogło się z nimi zapoznać.

===================================

Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy ..

wiktor1235 06.12.07, 21:46

Po pierwsze habilitacja nie jest wymysłem radzieckim, a niemieckim i jest we wszystkich krajach niemieckojęzycznych. Kraje te nie stanowią ariergardy naukowej. Po drugie, postępowanie pana docenta Wójcika jest co najmniej dwuznaczne. Jeśli się Polska nie podoba to trzeba ją zmieniać... w Polsce. Żaden kraj mniej rozwinięty nie stał się bardziej rozwinięty dlatego, że jego najzdolniejsi młodzi naukowcy wyjechali zagranicę i stamtąd krytykowali to, co się dzieje w Ojczyźnie. Kraje stają się bardziej rozwinięte jeśli ludzie na miejscu zakasują ręką i z kłopotami, trudnościami, ale tworzą. Pan doc. Wójcik miał w Polsce drogę do habilitacji usłaną różami, a zaraz po jej osiągnięciu zamiast walczyć w warsztat pracy, skupić wokół siebie młodszych itd, wyjechał i z zagranicy opluwał tych, którzy go promowali. W trakcie przewodu habilitacyjnego pan doc. Wójcik kreował się na odkrywcę proteasomów, co było o tyle zabawne, że one zostały opisane w roku 1979, kiedy zapewne był w szkole podstawowej lub przedszkolu, a pierwszą pracę na ten temat opublikował będąc na stypendium w Niemczech w 1995 roku. Nie zwracano na to uwagę w czasie przewodu tylko dlatego, żeby
właśnie "nie utrącić młodego zdolnego człowieka". Ktoś tu słusznie
oskarżył prof. Balcerowicza, gdyż to on był ideologiem niefinansowania polskiej nauki. Od 1989 roku w Polsce systematycznie zmniejsza się finansowanie nauki z pierwotnie około 1,5% dochodu narodowego na koniec komuny do około 0,3% obecnie. Z takimi nakładami na naukę to się tylko można cieszyć, że w ogóle jeszcze coś jest. Ale to nie umożliwia ani rozwoju ludzi, ani rozwoju instytucji. To jedynie umożliwia zorganizowaną likwidację, a ściślej wymieranie nauki. Wymierają starsi wykształceni za komuny, a nowych jest coraz coraz mniej. Jest też faktem, że za komuny do nauki trafiało znacznie więcej wybitnie zdolnej młodzieży niż obecnie, gdyż był to również wentyl do większej samodzielności, wyjazdów zagranicznych itp, a obecnie wszyscy którzy chcą robić wielkie pieniądze mogą je robić w biznesie więc już do nauki nie idą. W odróżnieniu od pana doc. Wójcika ludzie mojego pokolenia wracali ze stypendiów w Stanach do Polski, do M3 i Malucha i tu tworzyli laboratoria, tu wdrażali metody badawcze wcześniej w Polsce
nieznane, tu przyciągali jeszcze młodszych a zdolnych i ich kształcili. A też mogli sobie kupić w Stanach dom i Cadillaca i pracować w znakomicie zorganizowanym systemie na pomyślność Stanów
Zjednoczonych.

--------------------------------------------------------------

odpowiedz profesorowi Jedrzejczakowi

proteasom 27.11.07, 21:04

Jak sie uderzy w stol, to nozyce sie odezwa. Pod pseudonimem wiktor1235 oczywiscie kryje sie profesor Wiktor Jedrzejczak z warszawskiej AM, choc wstydzi sie podpisac swoim imieniem i
nazwiskiem. To co Pan Profesor wypisuje to proba oczernienia mnie SB-
ckimi metodami. Najwyrazniej Pan Profesor nie mial czasu i okazji by
zajrzec do tego co napisalem, a szkoda. Niniejszym wyjasniam, ze proteasomy odkryli w 1980 roku Wilk i Orlowski z Mt Sinai School of
Medicine o czym wielokrotnie pisalem chociazby w pracach przegladowych w jezyku polskim. Moje skromne osiagniecie to bylo
odkrycie w 1994 roku powstawania agregatow bialek i proteasomow
(pozniej nazwanych przez Kopito agresomami) podczas mojego pobytu w Heidelbergu.
Czarek Wojcik

--------------------------------------------------------

Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz

wiktor1235 27.11.07, 20:56

Szanowny Panie Docencie: Akurat dobrze pamiętam, co napisał Pan w
swoim autoreferacie. Mój nick jest powszechnie znany i Panu nie zabrało dużo trudu, aby go rozszyfrować, więc oskarżanie o anonimowośc jest nie na miejscu. Uważam, że wyrządza Pan jedynie szkodę polskiej nauce i swoim Nauczycielom i jest to niegodne. O SB to Pan wiele powiedzieć nie może, gdyż jest Pan za młody. Z pewnością SB nie było w stanie napisać moich prac naukowych, a myszy op/op ich wcale nie interesowały. O kształt polskiej nauki trzeba walczyć w Polsce. Gdyby Pan pisał to samo, co Pan pisze pracując tutaj miałby Pan zupełnie inny tytuł do krytyki. A jeszcze lepiej byłoby, gdyby to Pan był tym wybitnym młodym polskim naukowcem, który z Polski się przebił przez ten konkurs. Prawdę mówiąc, głosując za Pańską habilitacją miałem nadzieję, że wyrasta lider młodego pokolenia naukowców, który będzie tutaj tworzył, a nie że Pan zdezerteruje i bedzie jeszcze atakował tych, którzy się tu szarpią. Zaś oprócz moich publikacji, ja akurat wykształciłem wielu wybitnych naukowców. Nie potępiam osób, które uważają, że mogą
zrobić większą karierę naukową zagranicą, gdyż jest to prawdą. "Mogą", gdyż często widzę niestety, że nie robią, że w obcym kraju nie są w stanie wykorzystać swojego talentu, a swojej Polsce go odmówili. Mogą i niech robią, ale pouczanie z punktu widzenia lepszej sytuacji, którą się gdzieś zastało tych, którzy w znacznie gorszej sytuacji sami praują nad jej ulepszeniem jest nieuzasadnione.

Z poważaniem, WW Jedrzejczak

---------------------------------------------------------------------------

druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi

proteasom 12.09.07, 16:31

Szanowny Panie Profesorze,
Bardzo prosze znalezc w archiwum AM moj autoreferat i znalezc
stosowny fragment w ktorym stwierdzam, ze odkrylem proteasomy.
Jezeli tam naprawde jest, to wtedy sie publicznie ukoje,zdejmie czapke z glowy i przyznam Panu racje. Sadze jednak, ze caly czas myli Pan to z agresomami - te ostatnie rzeczywiscie ja odkrylem i na pewno tak twierdzilem w autoreferacie. Ron Kopito ze Stanfordu powtorzyl dwa lata pozniej moje wyniki nawet ich nie cytujac i wymyslil dla nich chwytliwa nazwe agresomu. Na ECBO 1999 w Bolonii wywolalem nawet awanture i Kopito publicznie przyznal, ze bylem pierwszy a cytat mojej pracy wypadl mu przez pomylke z ostatecznej wersji jego publikacji....
Musze powiedziec, ze od czasu poprzedniej wymiany zdan zachodzilem w glowe, czemu to wlasnie Pan mnie atakuje, a nie osoby z AM ktore
bylyby do tego bardziej uprawnione. Pamietam, ze w swoim czasie byl
Pan postrzegany jako osoba "spoza ukladu" kiedy wygral Pan konkurs
na szefa kliniki. Podejrzewam, ze gdyby doszlo do merytorycznej
weryfikacji pracownikow naukowych, to Pan bylby jednym z tych, ktory
taka weryfikacje by bez problemow przeszedl. Odnosnie Pana uwag, ze
nic w Polsce nie robilem, to nieprawda, ja jeszcze bedac w Polsce
probowalem cos zrobic. Bylem autorem "listu otwartego do wladz AM" i zebralem mnostwo podpisow napedzajac rektorowi Piekarczykowi sporo strachu kiedy zwolal specjalne zebranie pracownikow AM.
Opublikowalem tez artykul w Rzeczpospolitej pt. "Badania jak
zbrojenia". Po tym wszystkim odebralem sygnaly, ze takimi wypowiedziami nic nie zmienie, tylko zaszkodze swoim kolegom i
wpsolpracownikom sciagajac na nich represje, co sie zreszta stalo.
Wielu moich kolegow ktorzy zostalo w kraju mysli jak ja ale oficjlanie nic nie powie bo sie po prostu boi mobbingu, czemu sie nie dziwie. Dlatego pisac o tych sprawach mozna tylko z bezpiecznej odleglosci. Naukowcy krajowi wypowiadaja sie na NFA anonimowo.
Wiekszosc moich polskich znajomych w USA nie traci czasu na pisanie
czegokolwiek do poslkich gazet czy tez na dzialalnosc w cialach takich jak NFA bo uwaza, ze i tak nic sie nei zmieni, a szkoda ich czasu. Maja swoje zycie i swoja kariere, a czas to pieniadz. Ja jednak probuje cos zrobic pro publico bono, chocby w ten sposob.
Pozdrawiam,
Czarek Wojcik

-------------------------------------------------------

Re: druga odpowiedz prof Jedrzejczakowi

wiktor1235 11.09.07, 00:29

Szanowny Panie Docencie: chce się Pan przysłuzyć Polsce to niech Pan
kogoś wykształci, kto tu w Polsce będzie pracował, jeśli sam Pan nie
ma na to ochoty. Polsce potrzeba nie pojedynczego naukowca, tylko grupy, która zrobi "masę krytyczną", od której będzie mogło zacząć się tworzenie nauki na innym poziomie. To jest zawsze tak, że z czymś się walczy i w Stanach też się walczy. Im więcej będzie w Polsce dobrych naukowców tym na wyższym poziomie będzie ta walka i tym trudniej będzie tym, którzy nie poddają się międzynarodowej weryfikacji. Polsce nie pomoże się krytykując ją z oddali (o tyle widzę tu w Pańskim postępowaniu pozytyw, że najwyraźniej świadczy to o utrzymywaniu emocjonalnej więzi z Krajem), Polsce się pomoże, jeśli się w niej zwiększy liczbę wybitnych młodych naukowców, których niestety trzeba częściowo wykształcić zagranicą (tak samo, jak ja miałem mózgownicę przeoraną pobytem w Bethesda) i tu Pan może pomóc organizując jakieś stypendia itp. Ludzie nauki w Polsce wiedzą, jakie mają problemy i ich się zewnętrzną krytyką nie rozwiąże. Ludzie nauki są w sytuacji donkiszoterii i nie da się pomóc "Don Kichotom" wyśmiewając ich jeszcze, gdyż oni już tu są wyśmiewani. Z poważaniem, WW Jędrzejczak

---------------------------------------------------------------

 

Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy ..

wiktor1235 02.12.07, 20:59 Odpowiedz

Szanowni Blogowicze: niektóre wpisy adresowane do mnie dotyczyły
problemów, których nie poruszałem, więc bardzo proszę tych Państwa,
którzy je napisali, aby przeczytali moje wpisy. Trudno się ustosunkować do wszystkiego, gdyż jest tu wielkie materii pomieszanie. Po pierwsze jednak: komuna nie zniszczyła polskiej nauki. W 1945 roku w Polsce nauki nie było i nie było ani jednego czynnego uniwersytetu. Wszystko zostało przez komunę zbudowane w oparciu o nielicznych naukowców, którzy przeżyli wojnę. Jest to
sytuacja nieporównywalna do innych krajów, w tym wspominanych tu Węgier, które były sojusznikiem Hitlera i nie uległy destrukcji.
Habilitacja była mechanizmem, który uchronił odbudowę nauki od istotnych wpływów politycznych, gdyż stanowiła barierę dla partyjnej nomenklatury. W połowie lat siedemdziesiątych biorąc pod uwagę łączny wskaźnik cytowań Polska nauka była na 16-tym miejscu w świecie (dane ISI), co biorąc pod uwagę opisany punkt wyjścia było dość imponujące. Habilitację zrobić jest bardzo łatwo, jeśli ma się dorobek naukowy. Wystarczy wziąć swoją publikację w Science, ze dwie w JBC, jeszcze dwie w czymś słabszym, napisać kilka stron wstępu po polsku, spiąć to spinaczem i przedłozyć uprawnionej Radzie. Problem jest, jeśli z tego ma się tylko spinacz. Nie wiem skąd problem z
angielskim? Sam byłem w Polsce promotorem pracy doktorskiej napisanej w języku angielskim i bronionej w tym języku. Ale trudno po angielsku pisać prace na temat języka polskiego np. Są w nauce osiągnięcia warte publikacji w języku angielskim i takie, które dotyczą spraw polskich. Trzeba publikować jedno i drugie (żeby było jasne można sprawdzić mój dorobek w PubMedzie: publikuję jako Wiktor-Jedrzejczak W i Jedrzejczak WW). A mam też sporo dorobku po polsku, którego tam nie ma. Nie jest on bezwartościowy i swoją rolę społeczną spełnił. Dyskusja o tym, kto powinien być w Polsce ministrem nauki obrazuje raczej oderwanie od rzeczywistości niż coś innego. Takiego ministra już w Polsce nie ma. Ostatnim był prof. Kleiber za rządów SLD. PiS zlikwidował to ministerstwo, a utworzył ministerstwo sportu. Ministerstwo mięśni zamiast ministerstwa głowy. A teraz mamy ciąg dalszy. Dawne ministerstwo nauki zostanie pewnie zredukowane do departamentu nauki w ministerstwie szkolnictwa wyższego i to umożliwi dalsze zmniejszenie nakładów na naukę, które już są zupełnie śmieszne (to jest około 0,3% dochodu narodowego, a pod koniec komuny było 1,5%, czyli dużo mniej niż w rozwiniętych krajach zachodnich gdzie jest między 2 a 3%). Ale to są procenty od znacznie mniejszego dochodu narodowego i w dodatku bardzo uszczuplane przez tzw. badania stosowane. Poza tym, mamy system partyjny. Wybory wygrywają partie. Ministrem zostaje ten, kto pasuje do układanki partyjnej a nie ten, kto się do tego najlepiej nadaje. O ile wiem, o obecnej nominacji zadecydowała płeć, gdyż miało być w rządzie pięć kobiet. I wiadomo, że rząd ma większe problemy niż nauka. To jest służba zdrowia i nauczyciele. nauka nie wyjdzie na ulicę, ani nie odejdzie od łóżek chorych, uschnie po cichu. Mało pieniędzy to malo laboratoriów, to mały rynek i fatalne zaopatrzenie, gdyż nikomu się nie opłaca utrzymywać firmy dla pojedynczych zamówień na miesiąc. To oznacza, nie dni czekania na odczynnik tylko miesiące, a w dodatku mając pieniędzy mniej tzreba płacić drożej. Ktoś pisał o marnotrawstwie. To jest marnotrawstwo z
biedy. Gdyż walczy się, żeby kupić instrument, ale potem nie ma pieniędzy na odczynniki. Nie ma też pieniedzy na naprawy więc nie dopuszcza się innych, żeby nie zepsuli. Problemy biednego człowieka są inne niż bogatego. W Polsce trwa usychanie nauki, trwa od kilkunastu lat. Pan doc. Wójcik opisał dlaczego wyjechał z Polski (nie mógł dotrwać do pierwszego). Ale dlaczego się dziwi, że ci którzy zostali w tej sytuacji nie mają kiedy aplikować o europejskie
granty? Nie mają. Jeśli nie stworzy im się lepszych warunków to nie będą mieli. Ale dla polityka, który przeczyta tę dyskusję wniosek będzie jeden. Tej sfery życia w ogóle nie ma co finansować. Nie dość, że zajmują się sprawami bez żadnego znaczenia. Co komu po jakimś proteasomie? To jeszcze się tylko kłócą. Niektórzy z Państwa narzekają na starych profesorów. Jako człowiek po sześcdziesiątce powinienem się też za takiego uważać. Ale zapominacie Państwo, że ci starzy profesorowie to są Wasi jedyni sojusznicy. Jedynie
optymistyczne jest to, że jest tu bardzo duża liczba wpisów. A więc jest jakieś zainteresowanie. Proszę pamiętać (wężykiem docent wężykiem): politycy dadzą pieniądze na naukę tylko wtedy, jeśli nauka da im sukces polityczny. Służba zdrowia może szachować polityka chorymi, nauczycieli jest tylu, że moga demonstrować. A nauka nie ma żadnego bata na polityka, może mieć tylko marchewkę i to jeszcze tylko dla takich polityków, którzy lubią marchewki. A nie ma ich zbyt wielu. Inne problemy poruszałem w felietonach w "Sprawach nauki" i zachęcam do lektury.

Z poważaniem, WW Jędrzejczak

------------------------------------------------------------------------

diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni

biolog45 05.12.07, 10:53 Odpowiedz

Z niejakim opóźnieniem zapoznałem się z listem dra hab. Cezarego Wójcika oraz jego polemiką z prof. Wiesławem Jędrzejczakiem. Podzielam stanowisko dra Wójcika, natomiast nie po raz pierwszy zostałem zbulwersowany zachowaniem prof. Jędrzejczaka, który wykazuje nie od dziś niezwykłą odwagę w przekraczaniu norm przyzwoitości. Przerażające jest to, że czyni to człowiek bardzo w Polsce wpływowy, cieszący się bezkrytycznym uznaniem i poparciem
polskich kręgów naukowych oraz najbardziej opiniotwórzczego dziennika, jakim jest Gazeta Wyborcza. Stwierdzam to z wielkim smutkiem, gdyż w przeszłości prof. Jędrzejczak wydawał się być rozsądnym naukowcem, dobrze wróżącym poprawie standardów polskiej nauki, a jego zasługi w zastosowaniu w Polsce metody transplantacji szpiku są bezsporne. Od jakiegoś czasu jednak jego postawa, przeciwstawiająca się krytyce rzeczywistych (głównie pozafinansowych) źródeł słabej kondycji polskiej nauki, utrwala szkodliwe mechanizmy.
Aby uzasadnić moje słowa chciałbym zacytować i skomentować wypowiedzi prof. Jędrzejczaka, zawarte w polemice z dr. Wójcikiem, a także w wywiadach prasowych oraz w protokołach i nagraniach z posiedzeń rady naukowej Instytutu Hirszfelda, której jest przewodniczącym.
Niech czytelnik sam odpowie sobie na pytanie czy wypowiedzi te oraz działania - często stojące w jaskrawej sprzeczności z głoszonymi poglądami - można pogodzić z wykreowanym na użytek medialny obrazem kryształowego, wybitnego i wrażliwego społecznie naukowca i lekarza, szczerze zatroskanego negatywnymi zjawiskami Don Kichota, który walczy o poprawę poziomu i dobre imię polskiej nauki i medycyny. Czy człowiek, który bez zażenowania przyznaje (wywiad w GW 2007), że do PZPR, w której był do samego końca, wstąpił dlatego, że Amerykanie uświadomili mu, oficerowi WP, że bez tego kroku w Polsce nie zrobi kariery, zasługuje na taki szacunek i kredyt zaufania jakim się go w naszym kraju obdarza?
Otóż, oprócz przytoczonego powyżej, wiele mówiącego wyznania, prof.
Jędrzejczak jest autorem wielu innych, nie mniej ”ciekawych”, udokumentowanych, publicznych lecz znanych tylko środowisku naukowemu stwierdzeń i wypowiedzi, które pozwolę sobie poniżej in extenso zacytować i skomentować. Zacznę od tych, które znalazły się w polemice z dr. Wójcikiem.


Prof. Jędrzejczak (WJ): Postępowanie pana doc. Wójcika jest co najmniej dwuznaczne. Jeśli się Polska nie podoba to trzeba ją zmieniać w Polsce. Żaden kraj mniej rozwinięty nie stał się bardziej rozwinięty dlatego, że jego najzdolniejsi młodzi naukowcy wyjechali zagranicę i stamtąd krytykowali to, co się dzieje w Ojczyźnie.


Mój komentarz (PK): Jest to typowy przykład demagogii mającej na celu odwrócenie uwagi od istoty sprawy. Nie jest bowiem ważne kto krytykuje lecz czego dotyczy krytyka i czy jest słuszna.


WJ: W trakcie przewodu habilitacyjnego pan doc. Wójcik kreował się na odkrywcę proteasomów, co było o tyle zabawne, że one zostały opisane w 1979r, kiedy zapewne był w szkole podstawowej, a pierwszą pracę na ten temat opublikował w 1995r. Nie zwracano na to uwagi tylko dlatego, żeby nie utrącić młodego zdolnego człowieka. Głosując za Pańską habilitacją miałem nadzieję, że wyrasta lider młodego pokolenia naukowców.


PK: Proszę się zastanowić, co wynika z tej wypowiedzi. Wynika mianowicie, że prof. Jędrzejczak albo obecnie mija się z prawdą - co zarzuca mu dr Wójcik - albo wtedy, kiedy głosował za habilitacją i upatrywał lidera naukowców w osobie, o której wiedział, że przypisuje sobie cudze osiągnięcia; sprzeniewierzył się misji promotora i etycznym zasadom selekcji kadry naukowej, co zresztą,jak wyniknie z dalszego ciągu mojego listu, czyni do dzisiaj. W jednym i drugim przypadku, jest to postępowanie niegodne, nie tylko
profesora. Prof. Jędrzejczak nie może się tłumaczyć, że podczas głosowania nie wiedział o wszystkim, gdyż w innym miejscu stwierdza, że „akurat dobrze pamiętam co napisał Pan w swoim autoreferacie”,


WJ: Polsce potrzeba nie pojedynczego naukowca, tylko grupy, która
zrobi masę krytyczną, od której będzie mogło zacząć się tworzenie
nauki na innym poziomie. Im więcej będzie dobrych naukowców tym na
wyższym poziomie będzie ta walka i tym trudniej będzie tym, którzy
nie poddają się międzynarodowej weryfikacji. Polsce się pomoże,
jeśli się w niej zwiększy liczbę wybitnych młodych naukowców. Ludzie
nauki są w sytuacji donkiszoterii i nie da się pomóc "Don Kichotom"
wyśmiewając ich gdyż oni już tu są wyśmiewani.


PK: Prof. Jędrzejczak nie pisze wprost kogo ma na myśli mówiąc o Don
Kichotach. Dobrze go znając przypuszczam, że siebie, a nie, na przykład, mnie, mimo, że w przciwieństwie do mnie, cieszy się mocnym poparciem polskich władz naukowych oraz wpływowych dziennikarzy, którzy starają się nie dopuścić do upublicznienia kompromitujących go faktów i wypowiedzi stojących w rażącej sprzeczności do cytowanych powyżej wzniosłych sentencji. Aby nie być gołosłownym muszę przytoczyć fakty i zacytować wypowiedzi.

Otóż, od ponad dwu lat prof. Jędrzejczak, ciesząc się poparciem władz PAN oraz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów, a także rady naukowej
Instytutu Immunologii, naruszając jednoznacznie sformułowane przepisy oraz uciekając się do szkalowania mojej osoby (za co został skazany prawomocnym wyrokiem sądu), próbuje doprowadzić do publicznej obrony pracy, przy powstawaniu której doszło do naruszenia podstawowych norm obowiązujacych pracowników naukowych, a którą to pracę przyjął bezpośrednio od nieuczciwej doktorantki, z pominięciem promotora i wbrew jego protestom.

Dlaczego prof. Jędrzejczak tak postępuje?

Odpowiedź znajduje się w następujących jego wypowiedziach towarzyszących tej sprawie.

Cytuję: “Każdy będąc jakimś tam profesorem może uważać, że nie jest w stanie się podpisać pod tym, żeby dana osoba była doktorem, ale wtedy musi zorganizować sprawę w ten sposób, żeby ją przejął ktoś inny”,

Jeżeli mamy do czynienia ze studiami doktoranckimi, to jeżeli ktoś przebrnął przez wstępną fazę selekcji, to on te studia musi skończyć, [inaczej] mamy
do czynienia z marnotrawstwem środków publicznych”,

“Społeczeństwo polskie nie jest zainteresowane jaką mamy naukę”.

Wypowiedzi te nigdy nie spotkały się z negatywną oceną żadnych gremiów profesorskich, a moje liczne protesty kierowane do władz trafiają do kosza. Czy powyższe poglądy osoby ”ze świecznika”, które nie robią żadnego wrażenia na ludziach odpowiedzialnych za stan polskiej nauki, można pogodzić z deklarowaną troską o podniesienie poziomu nauki w Polsce, o zatrudnianie osób „poddających się międzynarodowej weryfikacji“, o nie wyśmiewanie Don Kichotów, którzy, tak jak ja, próbują przeciwstawić się promowaniu miernoty. Mimo, że należę do osób, które przeszły ”międzynarodową weryfikację” (można się o tym łatwo przekonać zaglądając do internetu lub do tzw. listy prof. Pilca), prof. Jędrzejczak odnosi się do tych moich wysiłków w ten sposób, że aby bronić swojego dobrego imienia musiałem się zwrócić do sądu. Jakby tego było mało, prof. Jędrzejczak zwołuje posiedzenia prezydium rady naukowej, aby radzić jak przyłapana na nieuczciwości
doktorantka powinna przepisać przedłożoną pracę, aby po usunięciu dyskwalifikujących ją fragmentów, mogła się nadać do ponownej oceny. To już jest niesłychany skandal i trzeba mieć nieograniczony tupet, aby jednocześnie zastanawiać się publicznie jak podnieść poziom polskiej nauki.

Trudno o lepszą ilustrację przysłowia „Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni“.

Na zakończenie chciałbym podkreślić, że zdecydowałem się zabrać głos nie w celu atakowania osoby prof. Jędrzejczaka, co mi z pewnością zarzuci (parafrazując jego słowa mogę powiedzieć, że zwalczenie szkodliwej roli jednego naukowca nie odmieni sytuacji) lecz w celu zwrócenia uwagi, że jak długo tacy ludzie i takie postawy, będą przez środowisko naukowe oraz media popierane, a nie potępiane, tak długo nie ma co marzyć o zmianie na lepsze.


Prof. dr Paweł Kisielow, Instytut Immunologii i Terapii
Doświadczalnej im. L. Hirszfelda, Wrocław




adres tego artykułu: www.nfa.pl//articles.php?id=452