Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Kij w mrowisko
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
Czytelnia
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Stanowisko NIEZAL...
Darmowy program a...
Tajne teczki UJ, ...
Mobbing uczelniany
Amerykańska konku...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Jasełka akademick...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 4


Polecamy

NFA na Facebook'u

Ranking Światowych Uczelni 2009







Artykuły > Perspektywy nauki i szkolnictwa wyższego > Marazm kontra rozkwit
Maciej Panczykowski

Marazm kontra rozkwit


Materiał obserwacyjny, zawarty w tym artykule, pochodzi z Wydziału Biologii UW. Mimo, że zabawiłem (czy też wytrzymałem) tam dość krótko, bo tylko 6 lat, to materiał ten jest bogaty i stanowi dobry substrat do myślowej obróbki.
Oczywiście, dysponując danymi tylko z jednej polskiej instytucji naukowej, powinienem powstrzymywać się od uogólnień. Jednak, będąc po uważnej lekturze treści, zawartej w portalu NFA, mogę z całą pewnością użyć potocznego zwrotu: Tak jest (prawie) wszędzie.
Z jednej strony pociesza mnie to, bo wiem już teraz, że w moich trudnych obserwacjach i przeżyciach nie jestem odosobniony. Natomiast, z drugiej strony, przeraża mnie to, bo powszechność dna jest zawsze przerażająca.
Spłycenie tego dna, czyli poprawa istniejącego stanu rzeczy, jest niemożliwa bez krytycznej analizy stanu zastałego.
Oto złe tendencje, jakie rzuciły mi się w oczy na UW, mające postać braków w równowadze:

BRAK RÓWNOWAGI MIĘDZY PRACĄ A NAUCZANIEM
Jest rzeczą jasną, że podjęcie pracy, wymagającej kwalifikacji, musi być poprzedzone ich zdobyciem. Wyobrażałem sobie to tak, że zanim rozpocznę pracę na UW, zdobędę szerokie podstawy teoretyczne, a potem będę terminował w warsztacie u jakiegoś "mistrza", który nauczy mnie już konkretnego fachu.

Realia były takie, że wykłady w większości przypadków były kiepskie. Dało się natomiast odczuć presję na jak najszybszą i najwęższą specjalizację i podjęcie pracy w laboratorium. Było zapotrzebowanie na siłę roboczą, a nie na fajerwerki intelektualne. Te drugie nie były potrzebne, bo działało się według sprawdzonych na Zachodzie przepisów, a liczyły się tylko wyniki empiryczne.
Innymi słowy, do pracy w labie wystarczyła znajomość kilku standardowych procedur i zdolności manualne, a myślenie i szerokie zainteresowanie biologią tylko przeszkadzało, bo utrudniało skupienie się. Czyli: im mniej wiesz, tym lepiej. Potrzebna jest tylko twoja pokorna zgoda na bycie wyrobnikiem i już karierę masz jak w kieszeni.

Kolejny problem był w tym, że to nie profesor – "mistrz" uczył nas prawidłowej pracy w labie. Miał od tego doktorantów, którzy niestety zajęci byli swoimi sprawami (tak jak profesor). Wyraźnie zaznaczała się niecierpliwość i niechęć w przekazywaniu wiedzy nowicjuszom; o wszystko trzeba się było dopraszać, a tajniki labu sączone były "kropla po kropli".
Osobiście, najwięcej nauczyłem się od dziewczyny, która była w labie technikiem, czyli zajmowała najniższą pozycję w hierarchii. Miałem wrażenie, że ona wie najwięcej i jest najbardziej otwarta.
Podsumowując: UW jest przede wszystkim warsztatem naukowców-rzemieślników, a nie miejscem, w którym studenci zdobywają wiedzę. Mamy do czynienia z triumfem pruskiego pozytywizmu w wersji zarozumiałej i niepożytecznej, bo zachwyceni sobą rzemieślnicy pracują zazwyczaj nad problemami, w których trudno dopatrzyć się zastosowań. Nauczanie jest marginalizowane i ma niski prestiż. Młody człowiek odbiera to źle, bo na starcie potrzebuje głównie nabywać nowe wiadomości i umiejętności.

Pamiętam, że w liceum nauczyciele powtarzali mi, że teoria jest równie ważna co praktyka. Bo teoria bez praktyki jest bezpłodna, a praktyka bez teorii – nudna. Kto by pomyślał, że liceum to uczelnia "niższa"?



strony: [1] [2] [3] [4]
nfa.pl

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.038 | powered by jPORTAL 2